No dobra, przyszedł czas i na mnie… a zbierałam się już do wzięcia udziału w akcji już trochę.

Najpierw o niej (akcji) samej – część z Was ją pewnie zna, część nie – i dla tej części tłumaczę 🙂 Pomysłodawczyniami akcji Psijacielu drogiPaulina z bloga Biały Jack i Karolina z bloga Niuchacz. Dziewczyny uznały, że warto pokazać – szczególnie przyszłym potencjalnym właścicielom psów, ile utrzymanie czworonoga kosztuje naprawdę. Do akcji zaprosiły również innych blogerów… no i ja też dałam się wkręcić 😀

Co same dziewczyny piszą o akcji?

Naszym celem jest uświadomienie ludziom, że każdy pies to wydatek finansowy. Jako blogerzy często mówimy o naszym życiu z psem, przedstawiamy wspólne wyjazdy czy zdjęcia  zadowolonego czworonoga. To sprawia, że wiele osób decyduje się na posiadanie psa w ogóle, a czasem na psa konkretnej rasy. Uważamy, że należy zwracać uwagę na fakt, iż pies to regularne wydatki: na jego żywienie, profilaktykę weterynaryjną, zaspokojenie potrzeb takich jak zabawa, spacer, socjalizacja czy wychowanie. Niejednokrotnie to również niespodziewane wydatki na leczenie. Bezpieczne i niosące satysfakcję uprawianie psich sportów – tak teraz modne – wymaga poświęcania funduszy na seminaria, kursy, zawody, akcesoria oraz właściwe przygotowanie fizyczne i psychiczne psa. 
Każdego dnia w Polsce porzucane są kolejne psy. Często decyzja o posiadaniu psa podejmowana jest nierozsądnie, pod wpływem samych emocji, bez trzeźwego spojrzenia na obowiązek, który bierzemy sobie na barki. Takie psy, na które później nie ma pieniędzy, lądują w schroniskach, są wyrzucane na ulicę, przywiązywane w lesie czy po prostu niehumanitarnie uśmiercane. Często ludzie nie leczą swoich psów z podstawowych dolegliwości, a zamiast tego chcą je uśpić – aby wziąć kolejne, jeszcze zdrowe.
Pragniemy, aby człowiek brał na siebie pełną odpowiedzialność za posiadanego czworonoga, i aby ta 
odpowiedzialność zaczynała się już na etapie planowania i zrozumienia, jakie wydatki muszą zostać poniesione.
Podsumowując, cały cykl ma na celu zobrazowanie, że posiadanie psa, mimo że jest niezwykłą przyjemnością, przygodą i możliwością posiadania cudownego przyjaciela, nakłada na nas również obowiązki. I że dobrą wolą i miękkim sercem nie opłacimy psu weterynarza czy zwykłych,niezbędnych dla niego rzeczy.

Szczerze mówiąc wolę żyć w słodkiej nieświadomości, ile wydałam na moje psy od początku życia z nimi (przypominam, 3, i to spore, najstarszy 4 lata ;-)), postanowiłam więc zliczyć wydatki trochę inaczej. No wiec do dzieła!

Na początek: uśrednijmy – zakup psa z sensownej hodowli to około 2500zł i podobnie mnie zarówno Zuzia, jak i Bohun kosztowali. Mamy więc wydatek na początek, ale to ważne, żeby psa mądrze wybrać, o czym zresztą już pisałam.

Jedzenie:

– karmimy karmą suchą, Farminą o obniżonej zawartości zbóż. Worek ma 20kg, starcza to jednemu psu na jakiś miesiąc z małym haczykiem; worek kosztuje około 230zł;
– dodatki: kości, ryjki, nóżki, uszka + smaczki do trenowania itd – miesiecznie, na jednego psa – ok. 20zł
– dodatki, które nasze psy czasem dostają do karmy, czyli warzywa, mięso, twaróg, jaja – ok. 25zł

Weterynarz:

Tu mamy fajnie, bo wetów mamy mocno zaprzyjaźnionych, więc leczą nas po kosztach… no a do tego nasze psy praktycznie nie chorują 🙂

– pipeta od kleszczy 1x na miesiąc – 20zł
– szczepienia od wścieklizny + wirusówek – rocznie jakieś 100zł
– odrobaczenia – 40zł rocznie
– paszport – 50zł

Zabawa:

– z zabawkami nie szalejemy, ale myślę, że rocznie na każdego z psów wydajemy ok. 100zł – sporo zabawek robimy sami, część dostajemy od przyjaciół, którzy przyjeżdżają w odwiedki 🙂
– moja mała przyjemność – czyli wystawy; koszt jednej to ok. 100zł zgłoszenie + dojazd, w zależności od miejsca gdzie się wybieramy + godziny przygotowań; na wystawie trzeba coś jeść i często się gdzieś również przespać.

Pielęgnacja:

– szampon – rocznie to ok. 180zł
– szczotki, grzebień, porządne nożyczki + degażówki (niezbędne przed wystawami) – 500zł

Podsumowując tę część – mamy wydatki miesięczne, niezmienne, taka podstawa i niezbędne minimum – to jakieś 315zł miesiecznie na psa. Do tego musimy dodać wydatki roczne w postaci szczepień, odrobaczeń, zabawek – dodatkowe 300zł. A co z wydatkami nieprzewidzianymi? Co jeśli pies zachoruje? Wtedy to dopiero trzeba szykować grubsze pieniążki…

No a jeszcze w tym roku szykuje nam się zakup większego samochodu… to już liczymy w zupełnie innych pieniądzach 😉 Gdyby nie psy i dopsienie się – wystarczyłby nam zupełnie ten który mamy.

Na koniec mały bonus: wydatki hodowlane

To już jest grubsza sprawa, ale zdecydowałam się napisać i o tym, bo czesto słyszę od niektórych dalszych znajomych, jak to ja się na tych psach dorabiam 😉 No wiec:

– domena + serwer dla strony internetowej hodowli – 300zł rocznie (my mamy to szczeście, że strone zrobiliśmy sami, ale jesli trzeba byłoby do tego kogoś zatrudnić, to jest to koszt ok. 1000zł)
– co najmniej 3 wystawy potrzebne do uprawnień hodowlanych (my robimy znacznie więcej, no ale niech będzie): zgłoszenie 100zł x3, dojazd – uśrednijmy – 300zł x 3; ringówka – 50zł
– testy psychiczne potrzebne do uprawnień hodowlanych: 50zł
– prześwietlenia – niezbędne minimum to biodra i łokcie, my mamy również barki – 300zł włącznie z wpisem do rodowodu; my robimy jeszcze badania genetyczne na mielopatię degeneracyjną i chorobę von Willebranda – każde ok. 280zł
– składka ZKwP – 70zł rocznie
– wyrobienie rodowodu – 70zł
– rejestracja oddziałowa – 30zł
– miesiące szukania, rozkminiania i czytania, by wybrać odpowiedniego reproduktora – bezcenny czas + prąd i transfer internetu 😉
– badanie czystości pochwy – 40zł
– testy na herpes i brucellozę – 200zł
– badanie progesteronu przed kryciem – jakieś 5 razy, jedno kosztuje w moim labie 22,63zł 😉
– karta krycia – 40zł
– krycie: opłata za krycie za granicą – uśrednijmy 1000 euro + dojazd, nocleg, jedzenie – uśrednijmy 2000zł
– inseminacja świeżym nasieniem + badanie progesteronu za granicą – 150 euro
– po kryciu – USG potwierdzające ciążę – 50zł (mówiłam, że mamy zaprzyjaźnionych wetów?)
– specjalistyczna karma dla suk w ciąży i karmiących – nie licze, w końcu coś jeść musi tak czy siak 😉
– zakładam, że wszystko idzie dobrze, nie potrzeba cesarkiego cięcia, suka rodzi naturalnie i bez problemu, więc po narodzeniu szczeniat (przytoczę koszta mojego ostatniego miotu – 12 maluszków):
– po porodzie RTG – trzeba się upewnić, że żaden malec w brzuszku nie został – 50zł
-odrobaczenie  matki + szczeniąt + wszystkich psów w stadzie – 4x 60zł
– szczepienia maluszków – 12 x 40zł
– karma: jedzą jak małe smoki, do odchowania ich do 9 tygodnia zjadły 6 worków karmy – wtedy jeszcze TOTWa, 180zł za sztukę + mięso, warzywa, mleko jakieś 500zł
– zabawki – ok. 400zł
– podkłady higieniczne – poszło nam 10 opakowań, czyli 10 x 40zł (tu też mamy zaprzyjaźniony sklep, wiec po taniości)
– wyprawki – 12x 40zł
– opłaty związkowe: przegląd miotu, karta miotu, metryki – 700zł
– rodowody eksportowe dla 6 szczeniąt: 6x 150zł
– 10kg proszku do prania, które zużyliśmy w 2 miesiące – 100zł
– godziny poświęcone na dbanie o maluchy, na początku karmienie, ale i socjalizację, spacery i wszystko czego potrzebowały, często kosztem pracy.

Wychodzi nam z tego okrągła sumka 15578,15zł… a ilu z tych rzeczy nie da się policzyć?

Podsumowując – jeśli myślisz, że pies to nie wydatek… to się grubo mylisz.
Nie znaczy to, że psa kupować nie powinieneś, mimo, że chciałbyś. Znaczy to za to, że musisz to naprawdę dobrze przemyśleć.

Komentarze