Ostatnio było o dziwnych komenarzach nie-psiarzy, dziś będzie o drugiej stronie barykady.
To, co zazwyczaj mnie wnerwia w innych psiolubach, to bezmyślność… ale po kolei.



1) Mam małego psa, wszystko mi wolno…
…czyli o właścicielach mikropsów. Nie, żebym generalizowała, ale sporo ludzi uważa, że małego psa nie trzeba szkolić. Od małego psa nie trzeba wymagać. Mały pies nie musi byc posłuszny. Mały pies może dziamgać bez sensu – przeciez wszystkie tak mają! Mały pies może wręcz ugryźć drugiego psa – przecież jest mały i nie zrobi krzywdy!

Tu aż palce świerzbią, by opisać Wam historie, jaka spotkała jakieś pół roku temu mnie i Bohuna u weterynarza. Siedzimy sobie grzecznie w poczekalni, po drugiej stronie pomieszczenia 2 panie: jedna bez psa, druga z mikropsem – takim wielkości pekińczyka. Jestem przeciwniczką zapoznawania się psów u weterynarza – raz, że spotkanie psa chorego jest bardziej prawdopodobne, dwa – w poczekalni emocje rosną, spowodowane samym miejscem, w którym się znajdujemy, więc o zwadę nietrudno.
No więc siedzimy sobie z kawalerem, a mikropies ewidentnie ma ochotę na jakąś interakcję. Bohun leży spokojnie, bo niby czemu miałby w ogóle cokolwiek robić, szczególnie jak pańcia w tym utwierdza. W końcu – mikropies podszedł – więc Bohun podniósł głowę i zaczął węszyć… na co mikropies się odgryzł.
Rozwaliła mnie reakcja jego pani i kobitki siedzącej obok. Obydwie – w śmiech. Jaki to jej pies zadziorny. Po 2 minutach tego typu reakcji nie wytrzymałam i powiedziałam, że w tym, że się ma psa, który gryzie inne psy nie ma nic fajnego i żaden to powód do dumy. I że ciekawa jestem, czy tez by się śmiały, gdyby mój był taki “zadziorny”.

2) Mój pies słucha się zawsze, więc chodzi na spacery bez smyczy.
Nie mam nic przeciwko spuszczaniu psa ze smyczy- ale w miejscach do tego przeznaczonych. Nie przy ulicy, nie w środku osiedla, nie na chodniku. Możliwe, że zaraz od co poniektórych mi się oberwie, ale tak właśnie uważam. Po pierwsze- zmęczyć psa można i umysłowo, po drugie istnieją linki, by miał więcej swobody, po trzecie – zawsze można wyskoczyć za miasto/na psi wybieg/do psiego parku/na okoliczną łąkę i psa wybiegac.
Pies chodzący w takich miejscach luzem stwarza zagrożenie nie tylko dla innych, ale przede wszystkim dla siebie. Może być najbardziej posłuszny, ale co, jeśli zdarzy się sytuacja, gdy coś go wystraszy? Co, jeśli ten jeden raz się nie posłucha i wpadnie pod samochód?
Najbardziej mnie przeraża, że podobne teorie można spotkać w książkach – choćby we wspomnianych przeze mnie w recenzji “Rozmowach z psem, czyli…” Jolanty Antas.

3) Mój pies się tylko przywita!
Tak tak, tu piję do osób, które nie pytają innych użytkowników spaceru – czy to z psami, czy bez – czy pies może podejść. Co do pierwszej grupy – nie każdy pies musi mieć ochotę na kontakt z innymi: może być agresywny, zlekniony, chory, może to być suka w cieczce – a może po prostu jego właściciel akurat ma inny plan na spacer, a nie witanie się z psami. Może się czegoś akurat uczą?
Grupa druga – ludzie bez psów – moga się zwyczajnie bać. Nie kazdy psy lubi, nie każdy ma ochotę na kontakt z przypadkowym psem na ulicy. Po co to robić na siłę?
Poza tym – po co w naszym psie wypracowywać nawyk, że może bez naszej zgody (albo z nasza milczacą aprobatą) podbiec do każdego na ulicy? Co w tym fajnego? Moim zdaniem nic. Moje psy w przestrzeni miejskiej zawsze chodzą na smyczy i nie witają każdego – bo niby po co miałyby?

4) Ha, ha, ha….
W tym punkcie chciałam zawrzeć wszystkie zachowania wynikające z niezrozumienia psiego języka – nader często powodujace śmiech u właściciela (nie mam zielonego pojęcia czemu).  Niestety z tego co widzę – to nagminne…
Często i gęsto patrzę i po prostu język mnie świerzbi, by wytlumaczyć, czemu ten pies się tak ciagle oblizuje, dlaczego żaden pies nie chce się witać z tym stojącym na naprężonej smyczy a tylko reagują agresywnie…. Liczę wtedy do 10… a czasem do 100 😉 Świata nie naprawię, a wyklócanie się… ech.
Nie zmienia to faktu, że łatwo mi nie jest się powstrzymać od komentarzy. Ale się staram 😉

5) Przecież on się tylko bawi…
…czyli wszystkie historie o zamieszaniu niewinnych zwierzaków w psią “zabawę”.
Nie trawie pozwalania psu na pogoń za wiewiórką/zającem/kotem/ptakiem/sarną/czymkolwiek innym. Nie i już, moje psy doskonale wiedzą, że pani tego nie akceptuje, więc tego nie robią… Ale ile jest takich sytuacji, gdy właściciel na to pozwala? Gdy uważa, że przecież żadna krzywda się nikomu nie stanie?
Otóż – stać się może. I psu, i “zabawce”.

A Wy? Macie jakieś zachowania w innych psiarzach, które Was dręczą?

Komentarze