Zaznaczam od razu na sam początek: jestem upierdliwa i dociekliwa, i z tego właśnie wynika wiele historii, które mnie spotykają – jak te, o których chcę Wam dziś opowiedzieć. Dotyczyć będą one dystrybutorów i sprzedawców psich karm.

Dla wyjasnienia: zawsze, gdy jestem na jakiejkolwiek wystawie, robimy sobie rajd po stoiskach z karmami. Zawsze to warto się dowiedzieć, co fajnego i nowego się pojawiło na rynku polskim, a jako, ze zazwyczaj dostajemy próbki, to można i sprawdzić, czy w razie czego psy będą “to” jadły. W ten sposób znaleźliśmy już 3 razy fajną karme, m.in ostatnią i tą, którą od prawie roku karmimy, czyli Farminę.

W każdym razie: chodzimy i dociekamy. A w zasadzie ja dociekam.
Zawsze proszę o jakąś ulotkę ze składem karm, folder, cokolwiek + rozmawiam. Zawsze chcę wiedzieć, czemu ta karma akurat jest fajna 😉 Jakich kwiatków się w trakcie nasłucham…. No własnie, nadszedł czas, by się nimi z Wami podzielić 🙂 Pominę szczegóły – czyli o dystrybutorach jakich konkretnie karm mówię, bo to w zasadzie bez znaczenia.

Mój ulubiony: nasza zdrowa kukurydza

Jestem fanką karm bezzbożowych, a jeśli już mają zawierać jakieś zboża to wyłącznie te o niskim indeksie glikemicznym. Kukurydza i pszenica są na dnie tej listy – najgorsze, co można w karmę wsadzić.
Pan dystrybutor jednej z karm już 2 razy próbował mi przetłumaczyć, ze ich kukurydza jest inna, zdrowa – bo nie modyfikowana genetycznie. Dlaczego aż 2 razy? Bo podeszłam do niego drugi raz, po jakimś roku z nadzieją, że może się dokształcił. Niestety – nadal kukurydza jest zdrowa, ale oczywiście tylko ich kukurydza. Huk, że skład karmy nie jest podany dokładnie w procentach, huk, że każda kukurydza jest wysokoglikemiczna, właśnie z tego powodu, że jest kukurydzą. Huk, że choćby z tego powodu jest dla psów zwyczajnie niezdrowa – w żadnej formie. Kukurydza niemodyfikowana jak mantra.
No cóż, nie przetłumaczę, więcej nie podejdę, próbkę zużyję na smaczki – psy się nie przekręcą 😉

70% mięsa!

…czyli pan dystrybutor, który za chusteczkę nie rozumie, że jeśli w składzie jest 50% świeżego mięsa, to w suchej karmie nie ma 50% mięsa. Wydawało mi się, że to jest prosta matematyka – skoro jakieś 75% świeżego mięsa (w zależności od rodzaju) to woda, to po procesie dehydratacji zostaje…. No właśnie nie dla każdego jest to logiczne. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiac, czy ten pan naprawdę tego nie rozumie, czy może po prostu idzie w zaparte w próbie robienia mnie w bambuko.

Skład…… yyy……

Czyli całe zastępy dystrybutorów nie mających pojęcia o tym, co sprzedają.
Ludzie, to nie jest wiedza tajemna, to nie są tysiące stron podręczników: to zazwyczaj kilka rodzajów karm i po kilka linijek składu do nich. Czy to jest taki problem, by te informacje przyswoić choćby w takim stopniu, by wiedzieć, czym się poszczególne rodzaje karmy od siebie różnią?

Naszą karmą karmi …..

… i tu należy wstawić nazwisko kogoś, kogo mogę/powinnam znać. Takie komunikaty słysze najczęściej w odpowiedzi na fakt, ze jestem hodowcą.
Panie i panowie dystrybutorzy, mnie naprawdę kompletnie nie interesuje, ze Waszą karmą karmi pan X czy hodowla Y (choćby to byli moi znajomi). Zwisa mi i powiewa, że kupują Was hodowcy w Holandii. Nie obchodzi mnie, że hodowcy jakiejś rasy uważają tę karmę za świetną, nie jest dla mnie żadnym argumentem zdjęcie psa, który je i ma się świetnie.
Interesują mnie konkrety – czyli skład. Jeśli nie macie się czym pochwalic, to nawet rekomendacja samego Papieża mnie nie przekona…

Do tego wszystkiego dochodzi kompletna nieznajomość psiej fizjologii i potrzeb pokarmowych, brak wiedzy na temat zdrowego żywienia czworonogów i chyba najgorsze – brak zamiłowania do tego, co się robi.

Oczywiście – są również dystrybutorzy ogarnięci, oczytani, z wiedzą i doświadczeniem – ale niestety to zdecydowana mniejszość. Jeśli udaje mi się trafić na kogoś, z kim mogę porozmawiać konkretnie – to często z przyjemnością oddaję się dyskusji, bo to niestety nieczęste.

Komentarze