Dziś temat, który pewnie dotyczy nas wszystkich, czyli GOŚCIE.

Ten obrazek to kwintesencja mojego podejścia do ludzi przyjeżdżających do naszego domu. Pierwsza i najważniejsza zasada tu obowiązująca. Coś, co każdy decydujący się na odwiedzenie nas musi zaakceptować… albo nas nie odwiedzać. Co to dla mnie znaczy?

 

Pies i dorośli goście

Nie raz i nie dwa uslyszalam prośbę o zamknięcie psów… i nigdy się na to nie zgodziłam. Nie widzę ku temu żadnego powodu: nie sa agresywne, nie są wredne, zasadniczo są posłuszne i kulturalne (jasne, każdemu się savoir-vivre’owe wpadki zdarzają, ale nie jest to nagminne). Mogę psa przytrzymać za obrożę (zdarza się to często z Zuzią, bo mimo, że czynimy postępy, to jej szczekanie czasem jest przesadą), mogę trzymać psy komendą bliżej mnie, ale nie- nie zamykam psów.

Pies na kanapie? Tak! Choć obok mnie/Kamila, nie obok gości (chyba, że ktoś ma ochotę na tricolorowe przytulanki, wtedy nie widzę problemu 😉 moje psy zresztą również nie – tu miejsce na dygresję: w Boże Narodzenie przyjechał do nas mój świetny kolega – popołudnie i wieczór (tak mniej wiecej do 1 w nocy) spędził na kanapie przytulając i głaszcząc Zuzię – była zachwycona… tylko nie mogła się pogodzić z tym, że trzeba było iść spać :D).

Nie toleruję żebrania przy stole i moje psy to wiedzą – a w zasadzie bardziej wiedzą, że po prostu z tego stołu nigdy, przenigdy nic dla nich nie spada 🙂 Wiec z tym problemu nie mamy. Jeśli zdarzają się goście, którzy chcą psa dokarmiać – mówimy temu stanowcze “nie” – oczywiście tłumacząc czemu, ale w naszym domu wyjątków nie ma, na stole psiego jedzenia również nie ma.

Pies i goście-dzieci

Tu zazwyczaj mam większy problem… pewnie dlatego, że my sami dzieci nie lubimy. W naszym domu zdecydowanym miłośnikiem dzieci jest Bohun, z którym mogą robić wszystko (tzn. on by im pozwolił – nie ja 😉 zabawy zawsze pod naszą kontrolą), dziewczyny – tolerują, ale nie przepadają.

Ja za to bardzo nie lubię, gdy dzieci biegają nam po domu, najczęściej z dzikimi okrzykami. No nie i już. Już nawet pomijajac, że mnie to wnerwia, to jeszcze do tego od razu psy robią się pobudzone i niespokojne. Pól biedy, jeśli są to dzieci, które wiedzą, jak sie w otoczeniu psa zachować – czyli najczęściej te, które psa w domu po prostu mają, a do tego w pakiecie mają mądrych rodziców. Najbardziej zawsze stresują mnie wizyty dzieci, których rodzice nie mają pojęcia o psach – to ZAWSZE wróży kłopoty. Oczywiście kłopoty o różnym nasileniu, w zależności od wspólpracy rodziców… no ale kłopoty.

Zasadniczo ja zawsze staram się tłumaczyć – i rodzicom, i dzieciom, jak zachowywać się w obecności psa. Staram się i tłumaczę, bo jesli zrozumieją, to będzie po prostu miło, jeśli nie – będę musiała mieć oczy dookoła głowy bez przerwy.

Podsumowując…

… jeśli nie lubisz psów, to raczej nas nie odwiedzaj 😉 A jesli sie zastanawiasz – krótka podpowiedź:

 

Komentarze