Chwilowo mam akurat taki czas w roku, gdy moje życie jest zdominowane przez kłaki. Psie kłaki dla ścisłości.

www.facebook.com/psiesucharki

Nie żebym do kłaków nie była przyzwyczajona – bo jestem. Są wszędzie, również w dopiero co otwartym słoiku dżemu… ale przychodzi taki moment, gdy kłaków jest nieporównywalnie więcej, niż zwykle.

Właśnie u mnie jest taki czas. Dlaczego?
– Bohun linieje (w zasadzie dzięki Bogu kończy) sezonowo
– Zuzia linieje po szczeniakach
– Brombi linieje cieczkowo
– Blusio zmienia szczenięcą sierść na dorosłą

Nie zamierzam narzekać – w końcu wiedziałam na co sie piszę, c’nie? Za to chętnie podzielę się tym, czego używamy do dbania o futro.

Na poczatek: mój zdecydowany faworyt, moje ulubione narzędzie pracy, niezastąpiony pomocnik:

Taki grzebień kupicie np. tu za moim zdaniem śmieszne 35zł.
Dlaczego jest fajny i jak go używam? Zagłębiam zęby w sierść do samej skóry i od tego momentu prowadzę płasko do góry. Doskonale wyczesuje się nim podszerstek, rączka jest bardzo wygodna, dobrze leży w dłoni. Zęby doskonałej jak dla moich psów długości. Polecam!

Druga rzecz – raczej rzadko używana na np. Brombi, ale na Zuzi – owszem. Pudlówka, koniecznie z długimi igłami. My mamy taką:

Kupicie ją np. tu za 32zł. Ma igły długości ok. 2,5cm i są zakrzywione. To już druga nasza taka szczotka – pierwsza się rozpadła po kilku latach intensywnego użytkowania + przy pomocy Brombi.
Jak dla mnie ma jeden minus: rączka jakoś mi słabo leży w dłoni. No ale z braku lepszej alternatywy używamy i nie narzekamy!

Trzecie ważne narzędzie, służące do naprawiania tego, co my spieprzyliśmy (skołtuniliśmy 😉 ) czyli filcak:

Mam ten sam od jakichś 15 lat i nie zamierzam zmieniać, bo nic mu się złego nie dzieje… no ale nie używamy często. W zasadzie tylko, gdy są jakieś kołtuny w newralgicznych miejscach – jeśli ich nie widać zbytnio, to po prostu wycinamy.

To w zasadzie wszystko, czego używamy – oczywiście dochodzą jeszcze np. nożyczki i maszynka do strzyżenia… no ale to bardziej wystawowo, niz na codzień 🙂

Jak nasze psy znoszą czesanie?

Chciałabym powiedzieć, ze cierpliwie… ale muszę być szczera i powiedzieć: to zależy 😀

Zuzia nie ma kompletnie nic przeciwko, wręcz odczuwa z tego czochrania pewną przyjemność 🙂 Rozkłada się jak królowa i tylko nadstawia kolejne boczki 🙂 zupełnie jej to nie przeszkadza, zresztą tak jak wszystkie zabiegi pielęgnacyjne. Zdecydowanie jest najbardziej pod tym względem cierpliwa (ale tylko pod tym 😉 )

Bromba robi dokładnie tak, jak na grafice powyżej 😀 Do pewnego momentu jest wszystko super, pies zadowolony… aż dochodzi do wniosku, że zaszczyciła mnie swoją obecnością i cierpliwością wystarczająco, w końcu od nadmiaru jej łaskawości mogłoby mi się w głowie poprzewracać… i po prostu odchodzi. Gdyby miała mniej zdecydowaną pańcię, to czesanie jej trwałoby tydzień 😀 Pecha ma, że ma mnie 😀

Bohun za to… to jest odrębna historia. To pies, który cierpi. Cierpi straszliwie i okropnie za każdym razem, gdy trzeba się wykąpać/wysuszyć/przystrzyc uszy/przystrzyc łapy/wyczesać/cokolwiek. Zaczyna od próby dezercji, ale jak już wyżej wspomniałam – pańcia jest upierdliwa, wiec jego szanse są nikłe. W końcu, przymuszony – ma minę cierpiącą. Każde przesunięcie szczotką/grzebieniem wywołuje na jego pysiu wyraz głębokiego żalu. Nie ma znaczenia delikatność… on po prostu jest prawdziwym facetem, a faceci takich rzeczy nie robią, i tyle!

No nic, czas wracać do czesania. W końcu te 3 reklamówki kłaków które wyczesałam z towarzystwa to nawet nie połowa drogi…

Dziękujemy za zgodę na użycie grafik ekipie Psich Sucharków 🙂

Komentarze