Trochę się nie odzywałam, ale mieliśmy awarię psa, a konkretniej – Zuzi. Ale od początku.

W ostatni weekend przyjechała do nas Bomba (czyli Miłorada, niebieska sunia) ze swoimi właścicielami w odwiedziny. W niedzielę wybraliśmy się z psami na spacer. Wszystko było normalnie, psy szalały, a to na polach, a to w wodzie. Pospacerowaliśmy sobie bardzo sympatycznie.

W pewnym momencie zauważyliśmy, że Zuzia dziwnie się zachowuje – próbowała sie położyć, ale była w stanie tylko przykucnąć na łapach, a do tego dochodził silny (choć bezskuteczny) odruch wymiotny. Pierwsza myśl była taka, ze gdzies jej utkwiła trawka (Zuzel jest z tych non stop pasących się), ale nie. Gdy wstała – przeraziłam się. Miała ogromny, wzdęty, napiety brzuch.

Pierwsza myśl – skręt żołądka. Niby jadła o 6 rano (była wtedy 14), ale przecież psy piły wodę z rzeki. Natychmiast w tył zwrot do domu + telefony do naszych wetów – głównie po to, by się upewnić, że dobrze myślimy co robić. Potwierdzili, więc Espumisan do dzioba, papaweryna w tyłek i wio do weta.

Na domiar złego nasz samochód był w warsztacie… ale szczęście w nieszczęściu, że byli u nas własciciele Bomby – i właśnie Kacper do weta nas zawiózł. Byliśmy w mieście w rekordowym tempie.

A potem poszło już szybko. Wkłucie dożylne, RTG i diagnoza: ostre rozszerzenie żoładka + podkręcająca się śledzona. Więc igła w żołądek – i jak zasyczało! Powietrze schodziło jak z balonu…. ale dało to szybki efekt – Zuzi zrobiło się wyraźnie lżej. Później narkoza i sonda do brzuchola z płukaniem żołądka… i z tej imprezy powstało pół wiadra wody z rzeki – oczywiscie z zieleniną. Wetki śmiały się (juz po wszystkim) że czekały jeszcze na żywe rybki, a tu psikus i nie było 😉

W każdym razie – było niewesoło. Do tego jeszcze następnego dnia Zuzia doszła do wniosku, że to karmienie jej po kilka chrupków na raz z ręki, często a mało, to jest jakaś ściema…. zeżarła więc 3/4 pieczonego kurczaka – w całości. Skończyło się znowu u weta, na szczęście tym razem oprócz okropnistych bączurów wieczorem nic się nie stało.

Dziś jest już w porzadku… ale napędziła nam strachu co niemiara.

……………………………………………………………………………………………….

Ogłoszenia parafialne 😉

Jak pewnie zauważyliście, po prawej przybyło okiengo Facebookowe – można nas zalajkować by i tam być na bieżąco 🙂 Zapraszamy, będzie nam bardzo miło.
Nasza hodowlana strona doczekała się wreszcie aktualizacji i zmiany szaty graficznej 🙂 Długo już się do tego zbierałam i wreszcie nadejszła ta wiekopomna chwila 😀 w związku z tym – również zapraszamy. Dostać się do nas mozna albo przez kilk w menu, albo tędy 🙂
Nie wiem czy wiecie, ale pod adresem gdziedoweterynarza.zumi.pl mozna głosować na swoich ulubionych wetów… a my Was prosimy, byście zagłosowali na NASZYCH wetów 🙂 Ludzi z doświadczeniem i taką miłością do zwierząt, jaka zdarza się naprawdę rzadko.
Jak? tą drogą 🙂 Dziękujemy wszystkim i każdemu z osobna 🙂
Komentarze