Bohunek miewa się znacznie lepiej, biega, szczeka i wczoraj pierwszy raz dostał jeść – niezwykle kuszący kleik z kurczakiem, wszystko w formie papki… ale zjedzone, nie zwymiotowane, wiec jesteśmy na dobrej drodze 🙂 W takim razie – do rzeczy!

Post o kleszczach pod koniec września?

TAK! Bo często psi właściciele zapominają, że te paskudy grasują nawet zimą, jesli mają sprzyjające temperatury. U nas w domu panuje zasada, że zabezpieczamy od kleszczy do momentu, aż temperatura spada poniżej -10 stopni na co najmniej tydzień – poza tym? Nie ma przeproś, pipety idą jak złoto. Zasada ta dotyczy w szczególności okresu ciąży – babeszjoza w tym czasie to martwa ciąża jak 2+2=4.
Fakt jest taki, że mieszkamy w rejonie, gdzie kleszczy (a do tego chorych kleszczy) jest dużo – widzę to zarówno po ilości pacjentów z boreliozą, anaplazmozą czy kleszczowym zapaleniem mózgu i opon mózgowych, jak i po tym, co zdarza nam się znaleźć na sobie i na psach. Zabezpieczamy się więc systematycznie.

Zasadniczo w Polsce spotykamy 3 główne gatunki kleszczy: Ixodes ricinus, Rhipicephalus sanguineus i Dermacentor reticularis. Nie ma to wielkiego znaczenia – wszystkie z nich przenoszą choroby odkleszczowe… których mamy mnóstwo – do wyboru do koloru. Nie na wszystkie oczywiście chorują zwierzęta domowe, ale w końcu ktoś z tym psem na spacery chodzi, prawda?

Gdzie można spotkać kleszcza?
Jesli myślicie, że tylko w chaszczach, lesie czy na łace, to się grubo mylicie. W mieście również możemy (i często mamy!) do czynienia z tymi paskudami. Trawnik pod blokiem nie zagwarantuje wam, że wasz pies nie złapie kleszcza.
Do tego – tak jak już wspomniałam wyżej – zima również tego nie gwarantuje. Temperatury w okolicy zera czy lekko poniżej połączone ze śniegiem nie sprawiaja, że kleszczy nie ma. Niestety – paskudy są wytrwałe.

Skoro już ustaliliśmy, że kleszcze są, i to w miejscach i momentach w których najmniej byśmy się ich spodziewali – przejdźmy do tego, jak się przed nimi zabezpieczyć. Na rynku mamy pierdyliard różnych opcji – postaram się je podsumować.

Na początek – środek, który stosujemy my, preparaty spot-on – czyli pipety na kleszcze.

u nas zdecydowanie najlepiej sprawdza się Effipro 🙂

Na rynku mamy ich spory wybór. Zawierają głównie fipronil (ale również permetrynę, imidakloprid), dawkuje się je w zależności od masy zwierzęcia. Nakrapiamy je bezpośrednio na skórę pomiędzy łopatkami (chodzi o to, by pies preparatu nie zlizał) – my robimy to po wieczornym spacerze, gdy już nie ma głaskania i zabaw – czy to z nami, czy między psami – i futra idą spać.

Mała rada praktyczna – jak dla mnie to te wszystkie pipety sa kompletnie niewygodne w stosowaniu. Zawsze się uwalam w nich, nabrudzę i nie cała zawartość trafia tam gdzie powinna. W związku z tym – nabieram sobie preparat do strzykawki, zdejmuję igłę, przyciskam lekko do skóry (po odgarnięciu futra) i mam gwarancję, że wszystko jest tam, gdzie powinno, bez rozlewania i kombinowania. Spotyka się to zawsze z dużą dozą nieufności w Bohunie (w końcu może to tym razem zastrzyk, cholera wie, czego się po pani można spodziewać), ale jest skuteczne.

Bardzo ważne jest, by stosować preparaty te systematycznie. W instrukcji jasno jest napisane: zabezpiecza przed kleszczami na 4 tygodnie. Mam zawsze ustawione przypomnienie kiedy psy nalezy zakropić i nie omijam terminów!

Kolejna ważna kwestia – nie zakrapiamy psa na 2 dni przed i 2 dni po kąpieli/pływaniu/konkretnym moczeniu futra. Nie ma to sensu, tylko zmarnujemy pipetę.

Ostatnia sprawa – szczeniaki. Właściciele moich maluchów czesto pytają mnie, jak ten temat ogarnąc – przecież one tak szybko rosną. No i taka prawda.
Jak to robię ja? Do 10 tygodnia, gdy maluszki są u nas, są zakropione 3 razy – ostatni raz bezpośrednio przed wyjściem do nowego domu. Kropimy je w tym wieku co 3, a nie co 4 tygodnie – rosną bardzo szybko. W nowych domach – prosimy by w okresie intensywnego wzrostu robić tak samo, wtedy mamy pewność, że maluchy sa zabezpieczone.

Ciekawym preparatem jest w tej grupie również Advantix – nie tylko zabija kleszcze gdy te się wpiją w psa, ale również je odstrasza. Nie stosowaliśmy, bo na tyle dobrze działa u nas Effipro, że nie czujemy potrzeby eksperymentowania.

Ceny spot-onów? Różne, w zależności od rozmiaru i firmy. My za Xl płacimy chyba 22zł.

Kolejna grupa preparatów to obroże przeciwkleszczowe

Wybór jest spory. Tańsze, droższe, wodoodporne lub nie, na cały sezon lub krócej. Każdy znajdzie coś dla siebie… no właśnie – każdy?

Mam świadomość, że to produkty lubiane i często stosowane – mimo to, ja nie jestem przekonana – nie zamierzam stosować ich na moich psach, bo po prostu nie widzę tego pod względem praktycznym.

Obroża powinna być założona tak, by dotykać skóry zwierzaka… i tu pierwszy problem. Jak mam to zrobić na berneńczyku (czy niufie albo innym, dowolnym futrzaku)? Musiałaby być zapięta bardzo ściśle – założę się, że żaden ze Śledzi nie byłby zadowolony. Do tego wszystkiego – latem Śledzie, jak to Śledzie, są w wodzie codziennie. Już widzę te odparzenia, hot spoty i inne przyjemności spowodowane tak blisko przylegającą obrożą…

Wydaje mi się, że to sensowny produkt dla krótkowłosych psów miejskich, które nie moczą doopek codziennie i nie trzeba odgarniać metrów kłaków, by obrożę prawidłowo założyć.

(prawie) Ostatnia opcja – Bravecto

To preparat, który pojawił się stosunkowo niedawno. Zabezpiecza przed kleszczami na okres 8 tygodni (przed niektórymi rodzajami kleszczy na 12, ale skoro wszystkie występują w Polsce, to chyba jasne, że musimy tabletki stosować co 8 tygodni).

Jak dla mnie są 2 minusy tego preparatu:
-pierwszy – cena. Na jednego psa musiałabym wydać ok. 120zł, nie mówiąc juz o Blusiu, który tabelkom się wymyka (63kg) i trzeba byłoby na niego 2 tabletki – to koszt znacznie wyższy niż spot-ony.
-efekty uboczne. Tak, wiem – środek przebadany, natychmiastowych efektów ubocznych nie było w jakichś zastraszających ilościach… ale co z tymi późnymi? Fluralaner (substancja czynna) został przebadany baaardzo niedawno, nic nie wiemy o tym, jak on faktycznie przy dłuższym stosowaniu działa. Pomijam już reakcje alergiczne – w przypadku takowej po spot-onie czy obroży mamy szanse zareagować (choćby natychmiastową kąpielą), tu – niezbyt.

Do tego niestety preparat nie proponuje nam niczego rewolucyjnego. Kleszczy nie odstrasza, a więc paskud musi rozpoczać żerowanie. Od chorób nie zabezpiecza. W czym niby miałby przewyższać chociażby spot-ony (które jak dla mnie sa znacznie bezpieczniejsze)? Co miałoby mnie skłonić do wydawania takich grubych pieniedzy co 8 tygodni…?

Ostatnio pojawiła się też odpowiedź na Bravecto – NextGard. Działa na kleszcze 4 tygodnie, ale zastrzeżenia mam podobne jak do Bravecto.

Wiarygodne źródła informacji o działaniu obu preparatów czyli ChPLe (charakterystyka produktu leczniczego) – tak tylko podpowiem: jeśli chcecie wiedzieć o jakimś ludzkim leku cokolwiek – zwróććie się własnie w stronę ChPLu. To potwierdzone badaniami, aktualne informacje. 

Bravecto klik klik

NextGard klik klik

Na następny raz – naturalne środki ochrony przed kleszczami i innymi syfami 🙂 a później – o najpopularniejszych chorobach odkleszczowych 🙂

Komentarze