Miesiąc temu pisałam, że bierzemy udział w Psim Wyzwaniu 2016 od piesdokwadratu.pl 🙂

O ile styczeń był leniwy, to w lutym – zgodnie z planem – zabieramy się za pracę wg planu:

Nie musiałam się długo zastanawiać nad tym, co powinno stać się naszym celem w lutym.

Sprawą, która ostatnio wyszło, że jest zaniedbana… jest chodzenie na smyczy dzieciaków, czyli Eevee i Mieszuna.
Dlaczego nie umieją (tak! nie boję się nazwać sprawy po imieniu! 2 z moich psów nie umieją chodzić na smyczy!)? Bo ich nie nauczyliśmy, to oczywiste. Dlaczego nie nauczyliśmy? To już gorsza sprawa 😉

Zuzia i Bohun chodzenie na luźnej smyczy poznali jako jedną (tuż obok przywołania) z pierwszych rzeczy – mieszkalismy wtedy w mieście, by dojść na miejsce do wybiegania trzeba było przejść na smyczy, każde wyjście na sikanie – również na smyczy! Nie było innej możliwości.
Brombi… to inna historia. Ona po prostu umiała. Nie wiem jak, ale umiała i umie dalej – chodzi bez problemu na luźnej smyczy, nigdy tak naprawdę tego nie uczona (może na zasadzie obserwowania starszych? a moze po prostu – i ku tej opcji się skłaniam 😉 – jest wyjątkowo inteligentna? ).

I chyba Brombi nas rozbestwiła. Chyba myslelismy, że te mlodociane wariactwo, w żaden sposób do niej niepodobne, również tą umiejętność posiada – jak wbudowaną.

Otóż nie. Niestety nie, o czym przekonałam się, gdy jakiś czas temu musiałam z dzieciakami zrobić po miescie większy dystans (na małych jest spoko). Myślałam, że mi ręce wyrwą (szczególnie Eevee).

W związku z tym w lutym odkurzamy naszą ulubioną książkę o chodzeniu na smyczy:

– bo warto sobie przypomnieć teorię… i zabieramy się do pracy. Plan jest taki, by 28ego lutego młodzież chodziła na luźnej smyczy w każdej sytuacji. Nie ma to tamto, takie stado MUSI to umieć 🙂

Trzymajcie za nas kciuki!

Komentarze