Wiecie jaki jest dzis dzień? 🙂 5 urodziny Bohunka naszego kochanego 🙂

 

W związku z tym mieliśmy mała śledziową imprezę urodzinową połaczona z nie pieczeniem tortu. Gotowi?

Zacznijmy od przepisu na śledziowy tort bez pieczenia.
Czego potrzebujemy?

– twarogu (my użyliśmy robionego własnoręcznie przez Śledziowego Pana, ale tak naprawdę kazdy będzie dobry)
– dużego buraka
– owoców, które lubi wasz pies – u nas pomarańcze, cytryna, jabłka i marchewki (owoce 😉 )
– 5 wafli, które zastąpią nam biszkopty tortu
– psiej konserwy lub chrupków (nie załapały się na zdjęcie)
– czegoś do udekorowania – w naszym przypadku britowe krążki z kurczaka

Zaczynamy od przygotowania polewy z twarogu i buraka. Rzeczonego buraka musimy zetrzeć na tarce.

Pamiętajcie, błagam Was, pamiętajcie! by do zabawy z burakami zakładać rękawiczki – ja nie zrobiłam tego raz i nie mogłam domyć rąk a tak? Nie ma problemu, ręce czyste, burak czysty 😉
W każdym razie: zetrzyjcie buraka na tej najdrobniejszej, przecierowej tarce – ma wyjść papka.

Później dodajemy ser do buraka…

… i dokładnie mieszamy – jeśli zostają grudki możecie pomóc sobie blenderem. Musi powstać gładka masa, pamiętajcie – to ma być nasza polewa tortu!

Kolejny krok to wycięcie kółek z wafli – najprościej użyć do tego talerza odpowiedniej wielkości… i nożyka do tapet. Ma tą przewagę nad kuchennym, że jest mały, cienki i ostry – łatwo się nim precyzyjnie tnie kruche wafle.

Żeby talerz nie przesuwał się Wam po waflu warto poprosić kogoś o pomoc w przytrzymaniu go we właściwym miejscu.

Kolejnym krokiem jest przygotowanie nadzienia tortu. My zrobiliśmy je w dwóch różnych smakach.

Pierwsza wersja to chrupkowa papka. Możecie do niej użyć zarówno karmy, którą je Wasz pies, jak i – tak jak my – próbek, które kiedyś dostaliśmy. Wielkość groszków była na tyle nieporęczna (maleństwa!), że to była jedyna opcja, by psy je w ogóle zjadły.

Sprawa jest bardzo prosta (przetrenowaliśmy to na szczeniakach – 3 tygodniowe maluszki muszą mieć takie jedzenie raz, że namoczone, dwa – zmiskowane) – zalewacie chrupki ciepłą wodą i cierpliwie czekacie, aż namokną.

Do tego nadzienia możecie równie dobrze użyć zawartości mięsnej puszki, ryby, mięsa… co tylko wasze psy lubią i macie akurat pod ręką.

Jesli wybraliście chrupki – po namoczeniu musicie je jeszcze zblendować na gładką masę.

Drugi rodzaj nadzienia, które przygotowaliśmy, to nadzienie owocowe.
Pomarańcze, jabłka, cytrynę i marchewke przepuściliśmy przez…. sokowirówkę. Korzyść obustronna – my mamy pyszny, naturalny sok, a psy zjedzą przetarte owoce.

Mamy już oba nadzienia, mamy polewę….

do rzeczy, starczy tych przygotowań, trzeba się zabrać za prawdziwą robotę – przekładanie tortu.

Mamy 5 plastrów wafla, więc 4 warstwy nadzienia.

Nadzienie dokładnie rozsmarowujemy na waflu i przyciskamy kolejnym od góry – dokładnie, ale delikatnie przyciśnijcie – tort musi być stabilny. Za chwilę wafle nasiąkną wilgocią z chrupkowego nadzienia i owoców i się skleją.

Na (prawie) koniec – polewa. Rozsmarujcie ją dokładnie po wierzchu tortu…

…i na bokach. Najłatwiej pokryć równomiernie boki tortu ciągnąc polewę od dołu do góry. Pomocna w tym jest obrotowa patera – np. taka jak moja, kupiona za grosze w IKEA (teoretycznie – talerz do pizzy 😉 )

Ostatni punkt – przed konsumpcją oczywiście – to dekoracje. Cyferka wycięta z wafli (również nożykiem do tapet, tym razem “na oko – ma nóżkę, na której wbita jest w tort)) oraz kurczakowe krążki.

Możecie oczywiście użyć czegoś innego, chociazby postawić na torcie świeczki – my nie mieliśmy, użyliśmy więc tego, co akurat było pod ręką 🙂

Efekt końcowy…

… budził żywe zainteresowanie wśród Śledzi…

…. oraz u samego Jubilata 🙂

Zostało nam tylko go pokroić…

… i rozdzielić do misek 🙂

Oczywiście numerek waflowy zjadł Bohunek (pamiętacie kwiatki, listki i serduszka i tortach z dzieciństwa…? każdy chciał je zjeść! nie miało najmniejszego znaczenia, że zazwyczaj były z paskudnej, okropnie słodkiej masy…… 😉 )

Tort polecamy – zrobić go można praktycznie z niczego (my trochę w nawale ostatnich spraw straciliśmy poczucie czasu i zorientowaliśmy się, że dziś są urodziny Bohuna… wczoraj – a w zasadzie Śledziowy Pan się zorientował), większość składników możecie zastąpić tym, co akurat macie w domu. Do tego nie trzeba nic piec ani gotować… a psy były zachwycone 🙂

 

……………………………………………………………………………………
Aż trudno uwierzyć, że Bohun jest z nami już 5 lat. To były naprawdę fajne lata (pomimo tego, że kilka dobrych razy byliśmy na niego wściekli, zdarzyło nam się zniechęcenie i wkurw wszechczasów) i jestem przekonana, że co najmniej 5 kolejnych takich – jesli nie lepszych – lat przed nami.

Sto lat Bohunku!

 

Komentarze