Do napisania tego posta zainspirowały mnie… a jakże, Wasze pytania 🙂 dziś więc będą wyznania na temat tego, skąd w ogóle wziął się nasz sklep i jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie teraz 🙂 Myślę, że to dobry moment – tydzień temu stuknął nam roczek!

 

Zacząć najlepiej od początku.

Gdy zaczęliśmy karmić karmami Carnilove okazało się, że sporo z naszych białostockich znajomych również jest nimi zainteresowana. Po jednej osobie, krok po kroczku, po prostu zamawialiśmy więcej kupując karmę dla siebie. 1 worek miesięcznie więcej to wcale niedużo, potem 2, 3… karmę znajomym podwoziliśmy przy okazji, nie braliśmy za to nawet złotówki – wszyscy byli zadowoleni. Dzięki temu my zamawialiśmy więcej i mieliśmy szansę negocjować niższe ceny w klubie hodowców. W maju zeszłego roku nagle otrzeźwieliśmy i zauważyliśmy (tak tak, to nie było takie proste 😉 ), że coś poszło nie tak 😉 Zamawialiśmy paletę karmy miesiecznie!

W naszych głowach zaczął więc kiełkować pomysł – a co, gdyby zacząć na tym zarabiać? Tak dodatkowo – w końcu i ja, i Śledziowy mieliśmy pracę. Zaczęliśmy więc rozmowy na ten temat z ogólnopolskim dystrybutorem karmy… i udało się! Zgodzili się, ustaliliśmy zasady… i tu pojawiły się schody.

W końcu my – zosiesamosie – nie zlecimy postawienia sklepu profesjonalnej firmie, prawda? A gdzie tam! Nie ma żadnego znaczenia, że tego nigdy nie robiliśmy. Rach, ciach i do roboty.

No i się udało. Zaczynaliśmy od platformy ecwid.com, która na początku wydawała nam się taka super… co było potem, potem 😉 Sklep został postawiony, ba – nawet podpięty pod facebooka, który powstał najszybciej – i się zaczęło. Tak tak, to był dopiero wierzchołek góry lodowej. Bo jak to wysyłać? Jak pakować? Jak księgować?

W sierpniu została podjęta męska decyzja i zakupiliśmy kasę fiskalną (okazało się że wypisywanie setek faktur to nie jest coś, co Śledziowy najbardziej lubi robić w letnie wieczory 😉 ).

Pod koniec sierpnia mieliśmy swój debiut na białostockich wystawach 🙂 Było wspaniale! Poznaliśmy mnóstwo świetnych ludzi, wymizialiśmy wiele piesełów i promowaliśmy nasz sklep 🙂 zasponsorowaliśmy też kilka worków karmy jako nagrody 🙂

instagram.com/usledzi

Następny w kolejce był coursing o Puchar Mazowsza. To dopiero była historia!
Wylądowaliśmy na podwarszawskim – nie bójmy się użyć tego słowa – zadupiu 😉

instagram.com/usledzi

Ledwo dojechaliśmy (zaczęło nam brakować paliwa, a żadnej stacji w okolicy…), rozłożyliśmy namiot i nasz przewoźny punkt fotograficzny (tak tak, Śledziowy szalał z aparatem!) i bawiliśmy się świetnie 🙂 Poznaliśmy niesamowite psy i ich właścicieli, wymizialiśmy mnóstwo chudełów i spędziliśmy wspaniałą niedzielę 🙂 O tak o było! (bez obaw, też trochę pracowaliśmy 😉 )

 

instagram.com/usledzi

Rozkręcaliśmy się. Jako, że akurat czego jak czego, ale pomysłów to nam nie brakuje, to na święta – wspólnie z RAUKI i WhiteFox rozkręcilismy świąteczną akcję prezentową, która okazała się sukcesem 🙂 Było świetnie!

W tym okresie nasz sklep przestał odpowiadać naszym potrzebom. Wtedy wkroczyła Zosia z bloga Pies w Warszawie – dobrze wiecie, że wraz z Kubą założyli WarsawDog… i jako starsza (w branży 😉 ) koleżanka podpowiedziała, by sklep przenieść na platformę woocommerce… i za to będziemy jej dozgonnie wdzięczni 😉 to nam tyle ułatwiło! Dziś współpracujemy – choćby w taki sposób, że w łorsołdogowych paczkach znajdziecie rabat do nas, a w naszych – rabat do WarsawDog 🙂

Wszystko rozwijało się nader pomyślnie… i chyba trochę brakowało nam adrenaliny 😉 więc przy świątecznym stole wykiełkował kolejny pomysł. Oczywiście, jak to u nas – szalony. Skoro tak fajnie nam idzie, skoro tak się tym jaramy… to może by tak coś swojego? Poszukać fajnej karmy (warunek podstawowy: tak dobra, by Śledzie mogły ją jeść bez moich obaw) i zacząć ją sprowadzać, zostając przy tym dystrybutorem na Polskę?

Czy już mówiłam, że brakowało nam adrenaliny a pomysł był szalony? 😉

Poszukiwania zostały rozpoczęte, a wraz z nimi testy i dyskusje – w węższym i szerszym gronie. W końcu decyzja została podjęta: Simpsons Premium. Wydawała się idealna: trochę już znana w Polsce (za sprawą zooplusa i bitiby, na których był dostępny), 4 linie dla psów, karmy dla kotów, karmy mokre… żyć nie umierać!

No to wio, trzeba pisać do firmy i działać, teraz, zaraz, natychmiast!

W tym momencie zderzyliśmy się ze ścianą brytyjskiego flegmatycznego i zachowawczego nastawienia do życia i prawie na tejże ścianie rozgnietliśmy się na mokrą plamę. Na szczęście kilka głębokich wdechów przy każdym sprawdzaniu poczty pomogło 😉 i udało nam się dogadać z właścicielką firmy (czy wiecie, że Simpsons Premium to rodzinna firma założona przez małżeństwo hodowców? 😉 przypadek? Nie sądzę!) Pojawiły się za to nowe problemy.
Jak zrobić przelew w funtach i nie zbankrutować na opłatach bankowych?
Jak to przywieźć?
Gdzie to położyć?!

Odpowiedzi udzieliliśmy sobie pobieżnych, zmobilizowaliśmy ostatnie oszczędności i w marcu na naszym podwórku było tak:

instagram.com/usledzi

Oczywiście wszystko na własnych plecach Śledziowy władował do domu… do którego nie dało się w związku z tym normalnie wejść 😉 kilka następnych dni spędziliśmy na przeskakiwaniu przez worki karmy i podążanie wąskim korytarzem ze ścianami z tychże… ale dostawa została w takim tempie wykupiona, że nie męczyliśmy się długo. Zamówiliśmy kolejną dostawę. I następną. I jeszcze jedną…. 😉

Jak jest dzisiaj?

Dla nas – wspaniale. Prowadzimy Klub Hodowców, zaczynamy współpracę ze sklepami… ale przede wszystkim staramy się być blisko Was – naszych klientów. Odbieramy telefony o każdej porze – niestraszny nam weekend czy wczesny ranek. Staramy się spełnić Wasze oczekiwania najlepiej jak potrafimy – zdarzyło nam się wysyłać karmę w Wielkanoc przesyłką konduktorską, zdarzają się wysyłki z dostawą w sobotę – wszystko byście byli zadowoleni! Z radością doradzamy w wyborze karmy, podpowiadamy i pomagamy.

Od początku, gdy tylko ruszaliśmy, wiedzieliśmy jedno. Nie chcemy tworzyć tylko sklepu. Chcemy tworzyć społeczność. Chcemy się z naszymi klientami zaprzyjaźnić, chcemy poznać ich psy, ich radości i smutki. Chcemy, spotykając się na wystawie czy innym evencie, wiedzieć kim jesteście i pomachać z daleka, jak do dobrych znajomych 🙂 Póki co nam się to udaje (przynajmniej tak to z naszej strony wygląda 😉 )

Każde nowe zamówienie, które pojawia się w naszym sklepie, to dla nas radość i emocje 🙂 Prześcigamy się w “widziałeś że weszło nowe zamówienie” – Śledziowy zagląda do panelu admina 5329 razy na dobę 😉 Staramy się wysyłać Wasze paczki niezwłocznie (najbardziej w zakupach w internecie nie lubię czekania… Wy pewnie też 😉 ), kombinujemy co fajnego możemy do Waszych zamówień dorzucać (np. ostatnio dodawaliśmy kleszczołapki). Staramy się jak możemy… i mam wrażenie, że to widzicie 🙂 Dziś nasze paczki wyglądają tak (tak tak, wyrwaliśmy spod ziemi miętową folię stretch do pakowania zamówień :D):

Znając sprawę od podszewki – współpracujemy również z blogerami 🙂 Recenzje naszych produktów pojawiły się na Z widokiem na góry, Biały Jack, My Heart Chakra, Chico i Grey, Springerowo oraz u niezastąpionego Charta Herosa <3 dziękujemy, bo tylu miłych słów dawno o sobie nie czytaliśmy!

 

Jeśli chcecie do nas wpaść, zacznijcie od naszych fanpage’y na Facebooku 🙂 jest nie tylko U Śledzi, ale również Simpsons Polska 🙂 Więcej o naszych karmach poczytacie za to na naszej stronie 🙂 Na Facebooku mamy również grupę Żywieniowe dyskusje u Śledzi, do dołączenia do której Was serdecznie zapraszamy 🙂

Komentarze