Jak wiecie – nasze maluszki są już na świecie 🙂 Chcieliście wiedzieć, jak się im żyje… więc nie pozostaje mi nic innego, jak opowiedzieć o pierwszym tygodniu ich życia <3

Maluchy urodziły się w piątek – niestety, nie wszystko szło, jak trzeba. Skurcze trwały dość długo bez efektu, więc razem z naszą panią weterynarz podjęłyśmy decyzję, że nie ma co czekać, tylko robimy cesarskie cięcie.

Szybki telefon do naszej niezastąpionej Moniki – Śledziowej cioci, – którą oczywiście wyrwaliśmy z łóżka (ale sama chciała! 😉 ), sprawne przeorganizowanie samochodu tak, by Śledziowy mógł usiąść z Zuzią wygodnie z tyłu, w garść ręczniki, tasiemki, zaciski do pępowin i kilka innych potrzebnych rzeczy.. i w drogę.

U naszych wetów poszło już sprawnie.. ale po otwarciu brzucha było już wiadomo, dlaczego poród szedł słabo – maluchy były bardzo duże! Na szczęście wszystko poszło jak należy (dr Ewa, dr Marlena – jak zwykle niezastąpione), razem z Moniką maluchy wytarłyśmy, oznaczyłyśmy i owinęłyśmy, by nie marzły. 6-7: tyle było widać na RTG, które robiliśmy 🙂 i się sprawdziło – przywitaliśmy na świecie 3 dziewuszki i 4 chłopaków.

W trakcie cesarki Zuzia została wysterylizowana (decyzję podjęliśmy już wcześniej, więc chyba nawet calkiem nieźle się złożyło – mamy to już “z głowy”), a po operacji maluszki mogły wreszcie się najeść.

Trochę odpoczęliśmy, nagrzalismy samochód, zapakowaliśmy szczeniaczki i Zuzię i ruszyliśmy do domu. Zaczęło się to, w czym już mamy całkiem sporą wprawę 😉

W weekend maluszki miały pierwszych gości – przyjechali Monika z Maćkiem 🙂 więc młodociane Śledzie zaliczyły swoją pierwszą imprezę 😉 one przy cycku, my – przy własnoręcznie przez Śledziowego zrobionym serze i wędlinie.

I tak sobie żyjemy.
Codziennie wieczorem mamy rytuał – ważymy maluszki, przeliczamy kto ile przybrał, wybieramy 3 dzieciaki, które następnego dnia są nominowane do bycia pierwszymi przy cycku (taka zasada od naszego pierwszego miotu i pamiętnej 12-tki – kto najmniej przybiera, następnego dnia jest uprzywilejowany 😉 ). Od 3 doby zaczęlismy neurostymulację – i tu moje pytanie: czy chcielibyscie filmik, pokazujący to, co opisywałam już kiedyś w tym artykule? 🙂 bo tak sie zastanawiam, czy nakręcić nasze zmagania 😉

Myślę, że ciekawi Was pewnie, jak Śledzie reagują na małe Śledzie 😉

Na początku były bardzo zainteresowane, ale przez pierwsze 2-3 dni Zuzia absolutnie nie zgadzała się, by którekolwiek z nich choćby patrzyło uważniej na maluchy 😉 Potem sytuacja się zmieniła 🙂

Eevee jest zainteresowana najbardziej, każde piśnięcie maluchów i już jest obok kojca. Dostąpiła też jako pierwsza zaszczytu włażenia do kojca… i nawet mamy za sobą takie akcje, jak Zuzia i Eevee wylizujące jednego szczeniaczka na spółkę <3 teraz wchodzi już do kojca swobodnie, pomaga wylizywać szczeniaczki, a Zuzia nie ma nic przeciwko 😉

Mieszko jest za to głównie zainteresowany miską z jedzeniem dla Zuzi, która ciągle pełna stoi w kojcu 😉 szczeniaczki zostały oczywiście obwąchane, ale książę twierdzi, że w zasadzie to słaba faza i nic ciekawego, nie wiadomo w zasadzie czym się wszyscy podniecają 😉

Brombi za to jest naszym zaskoczeniem. Poprzedni miot odchowała razem z Zuzią łapa w łapę… a teraz koncepcja Śledziowego jest taka, że Brombi doskonale wie, że małe Śledzie są słodkie i miłe tylko na początku… a potem są potworami 😀 W związku z tym raczej nie wykazuje przesadnego entuzjazmu 😉

A jak maluchy?

Rosną. Grubną! 🙂 Są naprawdę świetne.
Pewnie nie każdy mi uwierzy, ale zaczynamy już widzieć charaktery brzdąców 😉 ale o tym – za tydzień. Póki co powiem tylko, że ten, kto będzie mieszkał z Panem Wiewiórką będzie musiał uzbroić się w duuuużo cierpliwości 😉

Śledzie pozdrawiają <3

Komentarze