Ciągniemy dalej temat rosnących Śledzi 🙂 Kto nie czytał relacji z poprzednich tygodni – ma szansę 😉
tydzień pierwszy
tydzień drugi

Ten tydzień był naprawdę pracowity!

Zakończyliśmy neurostymulację (stosujemy ją do 16 doby) i zaczęła się teraz prawdziwa socjalizacja 😉 Póki co – uczymy się że różne podłoża są fajne (i np. można bez obaw zejść z kocyka na gołą podłogę) a gwałtowne dźwięki nie są niczym strasznym. Maluszki przyzwyczajają się też (choć tu w zasadzie dzieje się to samo) do wirującej pralki, odkurzacza i innych domowych dźwięków – ale jakże mogłoby być inaczej, żyją razem z nami, więc to jest dla nich normalność 🙂

Młodociane Śledzie zaczęły też jeść jak normalne psy. Pierwsza rzecz to mięsko – ale przeszliśmy już z czyściutkiego udźca wołowego na pręgę wołową (jest poprzerastana, ale jednak nie aż tak mocno) – w przyszłym tygodniu wybierzemy jeszcze bardziej przerośnięte mięso. Jest ono znacznie bardziej wartościowe niż taka mega czysta wołowina – właśnie dzięki tym wszystkim błonkom. Śledziom nie zrobiło to różnicy – mięso uwielbiają 🙂

Drugą rzeczą, którą jedzą Śledzie, jest sucha karma – oczywiście moczona. Dostały ją pierwszy raz w poniedziałek – zdecydowaliśmy się na Simpsons Premium 80/20 Puppy. Jak już wiecie z tego artukułu – dorosłe Śledzie również jedzą Simpsons Premium 80/20, tylko dla mniejszych siuśmajtków 😉 było więc dla mnie logiczne, że i maluchy będą (jeśli wszystko będzie ok) również na tej karmie.
Z dużą radością przyjęliśmy fakt, że po pierwszej – bardzo subtelnej – próbie 😉 maluszki nie miały żadnego problemu z tolerowaniem karmy. Raz, że jadły (i jedzą) bardzo chętnie, dwa – nie pojawiły się żadne sensacje żołądkowe w postaci biegunki, wzdęć czy innych wątpliwych przyjemności – co np. przy poprzednim miocie (to juz prawie 3 lata temu!) zmusiło nas do rezygnacji ze startera Farminy.
Teraz – idealnie. Aż sami bylismy zaskoczeni 🙂 Karma całkiem nieźle się moczy (zalana ciepłą wodą), później ładnie się blenduje – masa wygląda trochę jak roztopiona czekolada 😉 pełen sukces.

Zaczęliśmy od porządnego moczenia karmy i blendowania jej na gładką masę – potem Śledziowy wrzucał całość do strzykawki i dozując kęsy maluszkom karmił (tak, jemu to szło znacznie lepiej niż mi) – btw – chcielibyście zobaczyć, jak to wyglądało? Bo nie wiem, czy wystarczająco jasno wytłumaczyłam 😉

We czwartek doszlismy do wniosku, że Śledzie zbliżają się do ukonczenia 3 tygodni, więc najwyższy czas na samodzielne jedzenie. Dyplomatycznie powiem tak: jednym idzie lepiej, drugim nieco gorzej 😉 ale dzielnie walczą i jestem pewna, że w relacji za tydzień będę mogła Wam zaraportować pełny sukces na tym polu 😉

W tym tygodniu, w poniedziałek, zaliczyliśmy również pierwsze odrobaczenie. Jest ono ważne, bo w czasie ciąży u suki mogą uaktywnić się tzw uśpione larwy glisty psiej. Istotne jest regularne odrobaczanie suki + szczeniąt (my odrobaczamy również dorosłe psy i siebie) co 2 tygodnie – bo tyle trwa cykl rozwojowy larw. Na szczęście preparaty stosowane przez nas do odrobaczania działają jedynie w świetle jelita (nie wchłaniają się), wiec są naprawdę bezpieczne. Wszystkie nasze maluchy w takim cyklu odrobaczaliśmy i na razie – odpukać – z sukcesem.

Śledzie zrobiły się też bardzo aktywne. Łażą już naprawdę stabilnie, bawią się ze sobą (zabawa w branie do pyszczka mordki brata/siostry jest zdecydowanym hitem) i z nami, szczekają (sądzicie że taki mały szczeniak nie szczeka głośno? borze szumiący, jak bardzo sie mylicie…), warczą i wydają masę innych dźwięków. Do tego dostały od swojej prababci (czyli mojej mamy) trochę zabawek na dobry początek razem z Panem Lisem – wielkim pluszakiem 🙂 Co roku takie nam się bardzo sprawdzają, Śledzie uwielbają się do nich tulić 🙂 Pan Wiewiórka demonstruje:

Śpią już same (ach to przecinanie pępowiny 😉 w kazdym razie już oboje śpimy w łóżku 😉 ale czujnie!) i powoli będziemy wprowadzać zasadę “dobranoc, pchły na noc” – przy poprzednich miotach bardzo nam się sprawdziło gaszenie światła o konkretnej porze i nie wchodzenie w interakcje ze szczeniakami przez całą noc do rana. Uczą się w ten sposób, że noc jest od spania. Mam nadzieję, że i tym razem nam się uda – muszą jednak jeszcze trochę podrosnąć 🙂
Maluszki uczą się też, że jest część kojca, która służy do sikania, i druga – która służy do spania. Całkiem nieźle kminią tę różnicę 🙂 a będzie tylko lepiej!

Ostatnia z dużych zmian – małym Śledziom zaczęły wychodzić zęby. Ten przykry moment (dlaczego przykry? a widział ktoś kiedyś ząbkujące dziecko? sama radość, nie?) musiał nadejść, ale z każdym dniem jesteśmy bliżsi zakończenia tematu 🙂 Za tydzień będzie po sprawie 😉

 

Komentarze