Przy poprzednim poście otagowanym #naszybko zeznaliście 😉 że taka forma Wam odpowiada – w związku z tym dzisiaj kontynuujemy serię (2 to już seria? 😉 nie wiem, póki nie powiecie “dość” to będę takie posty tworzyć).

Tylko ostrzegam: dziś może być dla co poniektórych kontrowersyjnie.

Na jednej z grup, na których na FB jestem – nie będę ukrywać, grupa dotyczy berneńczyków – widzę od pewnego czasu pewną tendencję, otóż… zbieranie pieniędzy, bo czyjś pies się rozchorował i potrzebuje np. operacji. Wygląda spoko, prawda? Przecież warto sobie pomagać.

No pewnie, warto.
Ale moim zdaniem warto też czasem pomyśleć.

Nie od dziś trąbi się o tym, że berneńczyki to rasa chorowita i wymagająca. Do znudzenia powtarzam (i w internecie, i w realu), że jeśli nie możesz odłożyc 3-4tys na rasowego berna z hodowli FCI, to go nie kupuj, bo cię na tego psa po prostu nie stać. I nikt tu nie mówi o wyskoczeniu z 4tys w jednej chwili – ale jesli w ciągu powiedzmy roku nie potrafisz takiej kwoty odłożyć… to nie kupuj. Nie masz odpowiednich możliwości finansowych by sprostać wymaganiom tej rasy.

Prawda jest brutalna: jeśli mnie nie stać na paliwo, to nie kupuję Ferrari, tylko ekonomiczne autko, żebym nie musiała z siebie robić idiotki w internetach prosząc o pieniądze na benzynę, bo przecież TYLE pali.

Ja jestem naprawdę w stanie zrozumieć wiele rzeczy, ale w świecie dorosłych ludzi kwota 5-10tys to nie jest coś niemożliwego do zdobycia – i to nie w kontekście tego, że każdy ma na koncie oszczędnościowym wolne 20tys, ale dlatego, że raz, że dorośli ludzie powinni myśleć przyszłościowo i coś jednak odłożonego mieć, dwa – istnieją banki z pożyczkami i kredytami. No ale przecież łatwiej na grupie poprosić, to się ludzie zrzucą…

Niestety, przy berneńczyku trzeba mieć świadomość tego, że chorują. Nie tylko na stawy i nowotwory, ale są również narażone choćby na skręt żołądka – na to trzeba mieć odłożoną na czarną godzinę kasę! No taka prawda.

I wiecie, o ile rozumiem sytuacje podbramkowe (bo takie się zdarzają i każdemu mogą się przydarzyć), to jednak o ile kiedyś zbierało się pieniążki właśnie w takich chwilach, to teraz mam wrażenie, że taka się swoista moda i ogólna tendencja zrobiła. Przecież bernolnięci pomogą. A gdzie odpowiedzialność za siebie i swoje zwierzę, członka rodziny?

Naprawdę – nie ma obowiązku posiadania berneńczyka. Można sprawić sobie rasę mniej obciążoną chorobami i zagrożeniami. Można – jeśli sytuacja jest naprawdę zła – zrezygnować z myśli o psie na jakiś czas i do tematu wrócić.
Ale nie oczekiwać, że grupa miłośników rasy będzie sponsorować nasze zachcianki.

I żeby było jasne: uważam, że takie samo “w łeb” należy się tym, którzy nieodpowiedzialnie biorą psa nie myśląc o mogących się pojawić problemach i bezrefleksyjnie wrzucają posta o tym, jak to trzeba 2tys na operację i może ktoś pomoże, jak i tym, którzy bezmyślnie się w takie zbiórki angażują. Ot, po prostu.

Komentarze