Kto mnie zna, ten wie, że jestem zadeklarowaną psychofanką akcesoriów od WarsawDog. Serio. Nie ma dla mnie nic ładniejszego, praktyczniejszego, przyjemniejszego w użytkowaniu i wygodniejszego na codzienne cioranie po krzakach.

Rok temu nasze dziewczyny – Zuzia i Brombi – dostały bliźniacze obróżki z serii Shine in… z adresówkami:

Ciekawi jesteście, jak te cudeńka mają się po ponad roku ostrego użytkowania? 🙂 Słusznie!
Do tego w tym poście porównamy je z nowiuśkimi obrożami Mieszka i Eevee – oczywiście również od WarsawDog 🙂 Czas, start!

 

Niejednokrotnie, gdy ktoś ze znajomych psiarzy mnie pyta, jakie akcesoria kupić swojemu psu – zawsze polecam WarsawDog. Na dowód pokazuję naszą niewielką kolekcję – obroże dziewczyn i dwójnik (z którym zapoznawaliśmy się tutaj -> klik klik)

Nie bez powodu.

Pierwsze wrażenie, gdy wyjęłam z paczki nowe obroże i porównałam je ze starymi było… takie jak się spodziewałam. Wszystko jak należy. Wszystko na swoim miejscu. Wykończone starannie i dokładnie, nie nie odstaje, szwy równe, metka przyszyta jak od linijki (pozdrawiam wszystkich perfekcjonistów 😉 ). Okucia bez zmian… czyli wszystko tak, jak lubię.

Na początek chcę Wam to pokazać ze “starymi” obrożami zdjętymi bezpośrednio z Zuzi i Bromby.

 

Pierwsze wrażenie? Kurde, na psach nie wyglądały na takie brudne… wiocha pokazywać 😉 No ale cóż – realizm jest ważniejszy niż moje czerwone jak dojrzałe maliny policzki, a więc – prosz! Oto cała prawda o tym, co noszą moje psy (obroże nie prane jakieś pół roku pewnie…)

Niemniej – oprócz brudu to ja tu jakichś zastraszających różnic nie widzę. Obejrzałam wszystko dokładnie.. no ale w ramach naprawdę obiektywnej oceny obroże Zuzi i Bromby poleciały do pralki (* nie uznaję akcesoriów, których nie mogę wsadzić w zawiązaną skarpetę i wrzucić do pralki z innymi rzeczami – nie mam czasu na zabawy ze szczoteczką i mydłem w zlewie 😉 )

I co..? Hm. No muszę powiedzieć, że efekt robi wrażenie.

Jak widać – kolory po nie ucierpiały ani przez błoto, Narew, krzaki i sporadyczne wizyty na kupie obornika 😉 Nie zrobiło im też krzywdy pranie (przez ten czas, gdy je mamy, były w pralce jakieś 5 razy). Nic nie strzępi się na brzegach, szwy trzymają bez zarzutu. Naszywki się nie posiepały.

Jedyne ślady użytkowania jakie widać na obrożach Zuzi i Bromby to niewielkie przetarcia na okuciach. Zlokalizowane oczywiście tam, gdzie przypina się smycz. Wyglada to tak:

U Bromby (Shine in Pink) przetarcie jest minimalne (nie wiem nawet, czy je widzicie 😉 ), u Zuzi – nieco większe. Mimo to, w dalszym ciągu nic nie zardzewiało (a tego nie trawię! bo i sierść przebarwia, i wyglada paskudnie), co jest zdecydowanym plusem.

Nowe okucia są nieco delikatniejsze. W dalszym ciągu mocne, ale jednak ten drut (fachowe nazewnictwo :D) jest jednak cieńszy. Myślę, że wiele osób odbierze to jako znaczny plus (szczególnie własciciele mniejszych piesków), nam nie robi żadnej różnicy 😉

Ostatni punkt porównania to adresówki. Tu też nic się nie zmieniło – adresówka Zuzi jak widzicie jest minimalnie, praktycznie niezauważalnie przetarta na brzegach, ale raz, że samej adresówce to nie szkodzi, dwa – nie widać tego tak normalnie 😉 Plus łorsołdogowych adresówek? Nie dzwonią 😀 a ja dzwonienia nie trawię.

Podsumowując – czy kupię obroże WarsawDog jeszcze? Nie sądzę, by zdarzyło się to prędko… bo te mają się zbyt dobrze 😉 Może teraz kolej na zaopatrzenie stada w smycze? 🙂

Niemniej – Wam mega polecam, jeśli zależy Wam na bardzo estetycznych i wytrzymałych akcesoriach na codzień.

Komentarze