Jak można socjalizować szczenięta w hodowli? Co i w którym momencie je najskuteczniej rozwija? Jakie punkty musimy “zaliczyć” obligatoryjnie? Na te i inne pytania odpowiemy w dzisiejszym poście o socjalizacji 🙂 Jeśli chcecie poczytać o jej początkach (-> Neurostymulacja szczeniąt) i ogólnych założeniach (-> Socjalizacja) to już trochę o tym było wcześniej 😉 Dziś rozwijamy temat.
Mały bonus to duuuużo podziękowań, bo sami byśmy mieli problem, by wszystko tak ładnie zorganizować <3

1. Zabawy we wzbogaconym środowisku

To już pewnie trochę podejrzeliście na naszym fanpejdżu, ale jeśli kogoś ominęły filmy z małymi Śledziami w roli głównej to uprzejmie donoszę, że w tym punkcie bardzo pomogła nam śledziowa Ciocia Basia z bloga Uszate (btw – znacie Basię i Uszate? Jesli nie, to koniecznie zajrzyjcie na jej bloga – to skarbnica wiedzy!)

Śledzie miały okazję zapoznać się z różnymi nawierzchniami, równoważnią, tunelem, zabawkami na myślenie (nie było łatwo!) i z drobnymi elementami brainwork 🙂 Zabawa była przednia.

 

 

Są 2 mega istotne elementy takich zabaw (nad którymi Basia czuwała dzielnie i nie znosząc słowa sprzeciwu 😉 ). Każdy maluch powinien w to wzbogacone środowisko trafic samodzielnie, bez reszty rodzeństwa. Wiecie – w kupie jest łatwiej. W grupie nie trzeba się zbytnio wysilać, bo w kupie siła. A samemu? Samemu już tak wcale prosto być nie musi… choć okazało się, że było 😉
Drugi niezbędny element to uważne czuwanie nad tym, by cała zabawa była dla malucha pozytywnym doświadczeniem. Czas jest ściśle ograniczony (nie bawimy się do upadłego – w przypadku Śledzi było to ok. 10 minut z drobnymi modyfikacjami w zależności od egzemplarza 😉 ), nie chcemy przesadzić i bąbla zniechęcić.

 

 

 

 

 

Istotne jest również (choć oczywiste 😉 ) żeby szczeniaki nie zrobiły sobie krzywdy. Dlatego równoważnia jest z początku bardzo uważnie asekurowana, dyski sensoryczne wprowadzane stopniowo i pod kontrolą, a całe środowisko bezpieczne do eksploracji.

2. Wyjścia poza hodowlę…

… czyli spacery. Maluszki zaczynają chodzić z nami na łąki i do lasu w wieku 6 tygodni. Dystans zwiększamy stopniowo, stopniowo też zapraszamy na spacery duze Śledzie (bo duże Śledzie bywają szybkie i nieuważne 😉 ). Niemniej – to zarówno istotny element socjalizacji, jak i rozwoju układu mięśniowo-szkieletowego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

3. Wyjazdy do miasta – pojedynczo proszę!

To jest moim zdaniem jedna z ważniejszych spraw… choć nieco trudnych logistycznie. Jak już pisałam wyżej – zupełnie inaczej maluszki zachowują się i socjalizują w grupie, a zupełnie inaczej pojedynczo. Z tego względu każdy z maluszków, co najmniej raz (a w praktyce więcej razy) wybiera się z nami sam na wycieczkę do miasta.

* wybaczcie, że w tym punkcie zdjęcia są robione kosiarką 😉

Obowiązkowym punktem programu jest wycieczka do Blusia 🙂 czyli niufa mojej mamy. Mimo, że jest ogromny, to zachowuje się w stosunku do małych Śledzi w ogromną delikatnością i wyczuciem. Jedyne, co go odrzuca, to gdy któremuś ze Śledzi zdarzy się znienacka nasiurać na jego kocyk. Oj, Blusio wtedy twierdzi, że nie ma nic bardziej ohydnego.

 

 

 

bądź tak miły i mi wyjaśnij, co ty robisz na mojej kanapie?

 

Drugim świetnym Śledziowym wujkiem jest Tutek – czyli Artoo (-> więcej Tutka tutaj). To biały owczarek szwajcarski naszych przyjaciół, w zasadzie – pół-Śledź (tak też jest i przez stado traktowany – jako jego czlonek, a nie gość; ma dzięki temu więcej przywilejów, ale i zdarza się od Matki Założycielki (Zuzla czyli) oberwać, jak przegina). Tutek twierdzi, że Śledzie są może nawet nazbyt zsocjalizowane, bo jego groźne miny nie przynoszą żadnego skutku… no ale przynajmniej można się z nimi bawic!

Pospać przy Śledziu również można <3

Staramy się, by maluszki poznały jak najwięcej prawdziwego, psiego życia. Nie czarujmy się – przebywając tylko w stadzie tego niestety nie doświadczą. Na szczęście mamy sporo świetnych znajomych, przyjaciół, tolerancyjną i psiolubna rodzine – nie mają więc problemu z tym, że przywozimy ze sobą te małe sikuny 😉

Wypady do miasta to również okazja do…

4. Spaceru!

W tym również pomogli nam znajomi. Postanowiliśmy zabrać wszystkie małe Śledzie na spacer do centrum Białegostoku. Był i Park Branickich, i najbardziej ruchliwe skrzyżowanie w mieście, i obcy ludzie prowadzący na smyczach (bo w końcu nie moglismy ze Śledziowym sami 7 Śledzi zaopatrzyc! trzeba się było dostosować). Okazało się, że po wstępnych obiekcjach co do smyczowego ograniczenia wolności, małe Śledzie czerpały ze spaceru.

 

 

 

Aby spacer był bezpieczny, mega istotne jest to, by maluszki miały bezpieczne obroże i smycze. Wszystkie psy u nas w domu chodzą wyłacznie w obrożach półzaciskowych – gdy są one dobrze wyregulowane nie ma możliwości, by głowa wysunęła się z obroży, a pies poleciał… np na ulicę. Maluszki również dostały takie obroże – które wraz ze smyczami tworzą wyprawkę, jaką każde z nich zabiera do nowego domu. Taki prześliczny (ale przede wszystkim bezpieczny i funkcjonalny) przezent dostały małe Śledzie od Sowinki.. a do tego wszystkiego w 3 berneńskich wzorach! <3
Co jest dla nas ważne w wyprawkowych kompletach? O jednej sprawie już powiedziałam, czyli obroże półzaciskowe. Druga sprawa – szwy. Muszą być mocne, bo małe Śledzie rosną i przybierają na masie błyskawicznie… a za tym idzie również siła fizyczna. Żadne słabe nici czy pojedyncze szwy nie zdadzą egzaminu… dlatego jesteśmy z kompletów od Sowinki mega zadowoleni <3
Duże Śledzie też coś dostały… ale o tym wkrótce 😉

 

 

 

5. Oswajanie weterynarzy

Nie, żeby nasze panie doktor bały się małych Śledzi… a gdzie tam 😉

No ale przyznajcie sami – czym innym jest, gdy weterynarz przyjeżdża do domu szczepić i czipować (i tak robimy z pierwszym szczepieniem) a czym innym jest atmosfera, zapach lecznicy, stół do badania i wszystkie inne dziwne sprawy.

Na szczęście Przychodnia Weterynaryjna SANO (-> jeśli szukacie mądrego weta na podlasiu, to to jest dobry wybór!) doskonale o tym wie i ułatwia nam całą sprawę 🙂

 

buzi Ci dam, czy tego chcesz czy nie!

Stół? RE-WE-LA-CJA! Przecież tam dają jedzenie!

 

 

Dzięki takim wizytom mamy wielką nadzieję, że nasze maluszki będą traktowały weterynarza dokładnie tak, jak dorosłe Śledzie… czyli z bezgraniczną miłością 🙂

To, o czym tutaj pisałam, to tak naprawdę mały wycinek socjalizacji, jaką maluszki przechodzą w naszej hodowli… bo socjalizacja to przede wszystkim codzienność i uczestniczenie w zwykłym życiu. Zapoznanie się z odkurzaczem, pralką, kuchnią, spadającymi przedmiotami, które robią hałas, gwałtownymi ruchami, zasadami… to, co mają u nas od rana do wieczora.
Mamy wielką nadzieję, że w taki sposób dajemy im najlepszy możliwy start w ich przyszłe życie <3

Komentarze