No przecież nie zaszkodzi, prawda? Tylko odrobinkę szyneczki, co w tym złego… A może ciasteczko z kremem? Przecież psu też się coś należy od życia! No niech ma tą kiełbaskę, tak słodko patrzy…

Nie.

Wszystko się zgadza – jestem jedzeniowym radykałem i moje psy nie jedzą ludzkiego jedzenia. Wcale. Żadnego. Ani z moich rąk, ani z rąk żadnego z naszych gości (próba ominięcia tego zakazu mogłaby skutkować utratą owych kończyn).

Dlaczego?

Bo ludzkie jedzenie nie jest dla nich zdrowe

To jest podstawowy, najważniejszy i kluczowy argument. Nasze wędliny, obiady i inne przyjemności zwyczajnie są dla psów niezdrowe, a często wręcz szkodliwe. Kto z Was nie przyprawia zawartości swojego talerza? Je szynkę bez dodatku soli (daj borze, jeśli jest to tylko sól i zioła… w sklepowych wędlinach niestety macie sporo więcej)? No właśnie. Sól (w takiej ilości jak w ludzkim jedzeniu), przyprawy psu zwyczajnie szkodzą. Po co mam więc je dawać psom? Kocham je, nie chcę, by im cokolwiek robiło krzywdę.. a miałabym sama im do pysiów szynkę wsadzać? No one pewnie by chciały… ale to ja jestem w tym stadzie odpowiedzialna i to ja podejmuję decyzje.

Historia z życia wzięta: na nasze wiejskie wesele przyjechało sporo naszych znajomych spoza naszej okolicy. Większość z nich spała u nas w domu. Od samego początku zaznaczyliśmy bardzo wyraźnie: żeby nie dawać psom nic ludzkiego. Powtarzaliśmy kilka razy i prosiliśmy… niestety – do kogoś nie dotarlo, czego skutkiem była kilkudniowa biegunka w wykonaniu Mieszuna. Suuuuper…

Bo nienawidzę żebrania przy stole

A w taki sposób, gdy psy nie jedzą naszego jedzenia, nie mam z tym najmniejszego problemu. Strasznie mnie drażni (a co by było, gdyby nasza przesłodka, śledziowa piątka robiła to w kupie), gdy przy jedzeniu pies siedzi przy stole, ślini się, a nie daj borze jeszcze szturcha, daje łapę i robi inne, podobne rzeczy. No kurczaki pieczone (nomen omen 😉 ) nie, po prostu nie. Ja im w jedzeniu nie przeszkadzam, nie chcę, by one przeszkadzały nam.

Bonus: jeśli pies nie dostaje jedzenia ze stołu, to jest i mniejsza szansa, że będzie sam częstował się tym, co na tym stole zostanie… a chyba nikt nie lubi blatowych szperaczy?

Co dostają moje psy (oprócz suchej karmy)?

-warzywa i owoce (oprócz winogron, cebuli, czosnku) – nie ma takiej opcji, by wieczorne jedzenie owoców odbyło się bez Śledzi; wczoraj np. grany był u nas melon… i każdy musiał dziesięcinę otrzymać 😉 ostatnim też hitem jest ten kacan – środek z brokuła 🙂
-serwatka – Śledziowy robi ser, więc zostaje z niego mnóstwo serwatki (jeśli ktoś nie wie – jest to produkt uboczny przy produkcji sera, zawiera mnóstwo witamin i mikroelementów, nie zawiera za to białek mleka (są już rozłożone do aminokwasów), więc mogą ją pić również osobniki (czy to ludzkie, czy to psie) z nietolerancją). Serwatkę dolewamy do suchej karmy… i jest dziki szał mlaskania 🙂
-jajka – zarówno surowe, jak i gotowane, chociaż jajka to akurat rzadziej 😉
-surowe, mięsne kości, surową rybę – to w kategorii przysmaku i psiej przyjemności – np. przy zdejmowaniu skóry z surowego łososia zazwyczaj jakieś skrawki zostaną… i trafiają do Śledziowych żoładków 😉 podobnie mięso, które zostanie w maszynce do mielenia i inne takie historie; do tego oczywiście latem surowe, wołowe kości udowe – największa śledziowa przyjemność 🙂

A jak jest u Was? Czy Wasze psy jedzą ludzkie jedzenie, a jeśli tak – to jakie?

Komentarze