W dzisiejszym #naszybko o chodzeniu z psem po mieście luzem (i żeby było jasne – nie mówię o wielkich łąkach na obrzeżach miasta czy psich wybiegach, tudzież własnych posejsach – mówię o typowym mieście, z ruchem samochodowym w pobliżu). Dla mnie to kolejny z przejawów totalnej bezmyślności i braku wyobraźni… a wg Was?

 

Temat raz już poruszałam – była nawet do niego fajna infografika (całość znajdziecie tutaj). Niestety, cała ta historia jest ciągle aktualna, a ja praktycznie codziennie – poruszając się po mieście w zasadzie wyłącznie samochodem – widzę psy biegające luzem.

Pomijam totalnie aspekty prawne – one chyba powinne być w ogóle bezdyskusyjne: jeśli prawo mówi, że pies ma być na smyczy, to tak ma być. Porozmawiajmy o aspektach… hm, nazwijmy to – logicznych.

 

Kochani, nie ma znaczenia, jak bardzo Wasz pies jest grzeczny, posłuszny, karny, stabilny emocjonalnie. To żywy organizm – tak jak człowiek – a nie robot (choć i w nich zdarzają się przegrzane podzespoły). Może zareagować absurdalnie, nieadekwatnie, dziwnie, inaczej niż zawsze. Ten jeden, jedyny raz może się nie posłuchać. Ten jeden, jedyny raz może się wystraszyć.

Zupełnie dam spokój też tym wszystkim historiom o tym, jak to pies biegający luzem podbiega do innego psa/człowieka/dziecka/rowerzysty/kogokolwiek – przecież Wasze psy są posłuszne i tego nie robią, c’nie?

Ale serio, chcecie ryzykować? Zdrowiem, a może i życiem Waszego przyjaciela? Po co Wam to puszczanie psa luzem w pobliżu ruchu samochodowego? Tak fajnie pokazać, jaki mój pies jest super posłuszny i w ogóle fafarafa, że może sobie chodzić bez smyczy? Co, ego nakarmione, nie? A to, że kładziecie na szali życie istoty, którą ponoć kochacie, to już jest mniej istotne?

Ja tam wolę (w oczach niektórych) wyglądać w mieście jako właściciel nieposłusznego psa, który chodzi na smyczy, bo inaczej nie jestem w stanie nad nim zapanować. Mój pies jest dzięki temu bezpieczny.

Komentarze