Nie lubię takich historii… a już w ogóle nie lubię, gdy jestem ich bezpośrednim uczestnikiem. Nie ukrywam, kilka razy chciałam już na ten temat napisać, ale za każdym razem sobie myślałam, że bez sensu, że nie ma co rozdmuchiwać sprawy… bo chodzi przecież o oddział ZKwP, do którego należę. Niestety – tym razem miarka się przebrała, a do tego zależy mi na tym, by być w stosunku do Was (bo wśród czytelników tego bloga jest wielu klientów naszego sklepu) po prostu uczciwą. No to lecimy… ale dziś miło nie będzie, historia długa, ale postaram się streścić, bez utraty sensu.

 

W najbliższy weekend ZKwP oddział Białystok organizuje w Wasilkowie 4 wystawy – dwudniową wystawę międzynarodową, a do tego wystawy krajowe 2 i 9 grupy FCI oraz wystawę psów myśliwskich. Impreza duża, a my od pewnego czasu w niej jako firma uczestniczymy. Rok temu chociażby zasponsorowaliśmy m.in rozety dla wszystkich psów nagrodzonych BOB, a także darmowe, studyjne profesjonalne zdjęcia dla wszystkich chętnych. Wydawało nam się, że współpraca jest fajna dla obu stron (my w zamian za to mieliśmy miejsce na stoisko) – wygląda jednak na to, że się myliliśmy.

Nieco ponad miesiąc temu napisałam maila do osób odpowiedzialnych za temat sponsorów i stoisk handlowych na białostockiej wystawie, w którym zaproponowałam powtórzenie współpracy z lat poprzednich – czyli my sponsorujemy nagrody i robimy zdjęcia, a oddział za to udostępnia nam miejsce na stoisko. Po 2 tygodniach otrzymałam odpowiedź, że niestety ale nie ma możliwości, byśmy rozliczyli się w taki sposób i jeśli chcemy coś zasponsorować to jak najbardziej… ale za miejsce na stoisko musimy zapłacić osobno. Doszliśmy wtedy do wniosku, że w porzadku, za stoisko zapłacimy, a po prostu już zupełnie niemedialnie zasponsorujemy rozety dla berneńczyków… mimo, że było nam bardzo szkoda zarzucenia pomysłu, który fajnie działał w ostatnich latach – przecież na tym tracą tak naprawdę wystawcy i oddział… no ale cóż (wiecie, no chyba nie jest tajemnicą, że jeśli ktoś się bierze za sponsorowanie jakiegoś eventu, to chciałby coś w zamian – niestety, to co oddział proponował organizatorom (reklama w katalogu i na stronie) to trochę mało atrakcyjna oferta). W związku z tym odpisałam panu zajmującemu się stoiskami handlowymi, jakim wymiarem stoiska jesteśmy zainteresowani, podałam dane do faktury i poprosiłam o informacje na temat tego, na jaki nr konta mamy wpłacić pieniądze i jaką kwotę. Niestety tu zaczęły się prawdziwe schody.

Po tygodniu bez żadnej odpowiedzi zaczęłam się niepokoić (to było w zeszłym tygodniu) i próbowałam kilkukrotnie skontaktować się z panem za stoiska odpowiedzialnym – udało mi się to dopiero w piątek. Pan był zdziwiony, że nie dostałam jeszcze “faktury mailem” (szkoda, że nie pofatygował się odpowiedzieć na mojego maila cokolwiek, skoro go widział), obiecał zapisać sobie mój numer i jeszcze tego samego dnia sprawę załatwić w oddziale i do mnie zadzwonić. Niestety, nie skontaktował się, więc od wczoraj (poniedziałek) próbowałam się znowu dodzwonić… bezskutecznie, więc dziś napisałam smsa, w którym wyjaśniłam o co mi chodzi i poprosiłam o kontakt.

Po kilku godzinach dostałam smsa zwrotnego, że faktura została wysłana pocztą. Zmroziło mnie – ale tłumaczyłam sobie, że to przecież nierealne, by oddział wysłał nam fakturę pocztą tradycyjną, gdy tak mało czasu zostało do wystawy + nie uzgodniliśmy adresu korespondencyjnego. Próbowałam się znowu dodzwonić do pana od stoisk… oddzwonił po smsie z prośbą o pilny kontakt. Niestety, tu już przestało być miło…

Od początku rozmowy pan odpowiedzialny za stoiska podnosił na mnie głos, był mocno napastliwy i niegrzeczny jednocześnie krzycząc, że to ja mam głosu nie podnosić. Dowiedziałam się, że mimo, że jest odpowiedzialny za stoiska, to faktury go nie interesują i on się tym w ogóle nie zajmuje (nie dowiedziałam się w takim razie czym się zajmuje, skoro nie odpisuje również na maile (odpisanie po 2 tygodniach to chyba się w tej kategorii mieści), podobnie jak rozliczeniami z handlowcami. Niestety, jakakolwiek rozmowa była bezsensowna, bo w moim rozmówcy nie było najmniejszej chęci wyjaśnienia sprawy – zaczęły się za to wycieczki osobiste – zrezygnowana więc powiedziałam, że w takim razie skontaktuję się z Prezesem oddziału, może on będzie w stanie problem rozwiązać. Na to mój rozmówca rzucił, że on ze mną więcej rozmawiał nie będzie… i rzucił słuchawką.

Osłupiałam szczerze mówiąc z telefonem w dłoni… kurcze, nie jestem przyzwyczajona do takiego traktowania i sama również nie wyobrażam sobie, by tak kogokolwiek potraktować… a już na pewno nie klienta, którym przecież w tej sytuacji jesteśmy.

Praktycznie natychmiast próbowałam się skontaktować z Prezesem – bezskutecznie niestety. Doszliśmy w tej sytuacji do wniosku mało przyjemnego: niestety z białostockiej wystawy musimy zrezygnować.

 

I wiecie co? Jest nam mega przykro, a jest to chyba spotęgowane tym, że my przecież do tego oddziału należymy. Totalnie nie rozumiem tej polityki, a prowadzi ona do prostych rzeczy: braku sponsorów. Przez to przecież wystawa traci na atrakcyjności… Niestety, wiem, że nie jesteśmy jedyną firmą potraktowaną w tym roku w ten sposób. To strasznie niefajne, bo chcieliśmy spędzić z Wami świetny weekend – uwielbiamy poznawać Was, naszych klientów osobiście, uwielbiamy pogaduchy przy stoisku i mizianie Waszych psiaków. Do tego bardzo miło patrzyło nam się zawsze na Waszą radość z robionych przez Śledziowego zdjęć (które cieszą się zawsze mega dużym zainteresowaniem)… No ale cóż – niestety, skoro wśród organizatorów brak chęci porozumienia się, to my nikogo za uszy ciągnąć nie będziemy.

Długo zastanawiałam się też, czy ten post powinien się w ogóle pojawić. W poprzednich latach, gdy rozmawialiśmy z handlowcami z innych firm i słyszeliśmy, że białostockie wystawy to jedne z najsłabszych, zawsze oddziału broniliśmy i mówiliśmy o tym, co fajne (mimo, że to, jak byli co roku traktowani sponsorzy pozostawiało wiele do życzenia…). W końcu mieliśmy poczucie jakiejś takiej oddziałowej solidarności, nie chciałam wywlekać brudów… Ale kurcze. Chyba miarka się przebrała. Mam wrażenie, że to jednak nie jest dobrze, jeśli udajemy, że wszystko jest ok – to uniemożliwia zmiany. No a do tego wszystkiego czuliśmy potrzebę wyjaśnienia Wam, dlaczego jednak stoiska Śledzi na białostockiej wystawie nie będzie.

Bywamy na różnych wystawach. Na większości z nich zdarzają się niedociągnięcia – no taka jest prawda, wszyscy jesteśmy ludźmi i błędy się zdarzają, czasem pogoda spłata figla. Tylko kluczowe i najważniejsze jest dla nas tutaj podejście organizatora. Jeśli szanujemy się wzajemnie, umiemy przyznać do tego, że coś poszło nie tak, to serio – nawet jeśli “na gorąco” się denerwujemy, to po czasie ogólne wrażenie zostaje naprawdę w porządku. Podstawowym jednak warunkiem jest tutaj nie zapominanie, po co my – czyli sponsorzy i organizatorzy – to wszystko robimy. Wystawa jest dla Was – wystawców. Jeśli ten punkt przesłoniony jest przez hajs, własne ambicje czy wybujałe ego którejkolwiek ze stron… to coś jest bardzo, bardzo nie tak.

 

Przykro nam również (a może przede wszystkim) dlatego, że ci z Was, którzy wybierali się na białostockie wystawy, już zapowiedzieli się, że “wpadną na stoisko”… i tych szczególnie przepraszamy, że musimy odpuścić tuż przed. Jeszcze w tym roku gdzieś się na pewno spotkamy!

Wiecie jednak, że na wystawie zawsze jest na naszym stoisku sporo taniej niz w sklepie – my za to wiemy, że część z Was na to czekała 😉 Dlatego w najbliższy weekend w naszym sklepie będzie promocja na pocieszenie: do każdego dużego worka karmy zakupionego w sobotę i niedzielę dostaniecie puszkę w gratisie 🙂 tak na osłodę Wam (skoro na wystawie nie kupicie karmy taniej) i nam – w końcu miło jest zrobić coś fajnego dla innych 😉

 

Komentarze