Zima przyszła jak zwykle o tej porze roku – niespodziewanie dla drogowców 😉 Ale chyba przez dużą część psiarzy – w tym na pewno nas – była wyczekana. W końcu o ile milej iść na spacer w śniegu niż w błocie, nie?
No pewnie. A w każdym razie “raczej”.

Zastanawialiście się, co zrobic, by zabezpieczyć przed mrozem psie łapy? My tak.

Podstawowa rzecz, którą my stosujemy (ale weźcie pod uwagę, że nasze psy chodzą na spacery “dzikie” – naszych tras nikt solą nie wysypuje) to wycinanie kłaków spomiędzy poduszek łap. Paradoksalnie (bo w końcu to futro, prawda? powinno chronić przed zimnem) głębokie wycięcie, wręcz wygolenie (tak, ja to robię zazwyczaj maszynką do strzyżenia) robi robotę.

Do tych wystających kłaków przyczepiają się kulki lodu, które rosną, rosną… i utrudniają, a wręcz uniemożliwiają chodzenie. U nas jest na to wrażliwa szczególnie Zuzia – ma na punkcie tych kulek istnego kręćka i najdrobniejsze zgrubienie sprawia, że ona już jest niezadowolona i próbuje kulki wybierać (co tworzy błędne koło, bo naśliniona łapa = wiecej kulek). Regularne pozbywanie się tych kłaków sprawia, że kulki nie mają się o co zaczepić.

U nas w praktyce wygląda to tak, że mimo, że te kłaki są wycięte, to na takim porządnym spacerze trzeba psom raz – dwa razy pomóc i wygrzebać to, co się ewentualnie w łapach nagromadziło.

Druga sprawa – natłuszczenie. Przy porządnym mrozie i długich wędrówkach (u nas – w górach, gdy faktycznie jest cały dzień chodzenia) pomaga natłuszczanie łap, poduszek i miejsc między poduszkami zwykłą wazeliną (ale bardzo fajne są też preparaty z propolisem i lanoliną!). Trudniej wtedy o odmrożenia, mamy zabezpieczającą warstewkę na skórze, a dodatkowo te nieszczęsne kulki mają znowu utrudnione zadanie.

Mam świadomość, że mamy dużo łatwiej, bo nie ma u nas soli. Gdyby była – to podstawa, to mycie łap po każdym spacerze. Sól działa drażniąco, tworzy uszkodzenia naskórka… a myślę, że każdy z Was łatwo się domyśli, co się dzieje, jeśli nawet małą rankę posypiemy solą. Wrażenia raczej mocno nieprzyjemne. Opłukanie łap nawet w misce z wodą sprawi, że solna warstwa będzie utrzymywać się na skórze krócej. Dodatkowo warto wieczorem, po ostatnim spacerze psie łapy natłuścić – np. wazeliną z wit. A.

 

A co z butami?

Wiem, że dla wielu osób to totalny absurd… ale wiecie co, ja uważam, że jeśli czyjemuś psu to miałoby pomóc cieszyć się z zimowych spacerów, to jestem na tak. Sama zastanawiam się nad butami dla Zuzi, ale obawiam się, że miałaby poważny problem z zaakceptowaniem ich na swoich łapach – wiem, jak reaguje na np. skarpetę (założoną po to, by nie lizała np. skaleczonego pazura). Niemniej, gdybym tylko miała okazję spróbować, jak w takich butach się czuje, a ona uznałaby, że spoko… to nawet bym nie mrugnęła i by buty dostała. Bo dlaczego nie?

 

A wy? Jak dbacie o psie łapy na długich, zimowych spacerach?
Może macie jakieś sposoby inne od tych podstawowych, które tu opisałam?

Komentarze