Na dobry początek 2019 roku wpadamy do Was z tematem gór – może to będzie dobra wróżba, by udawało się go poruszać częściej w tym roku? Oby!

To, że góry lubimy, to chyba wie każdy, kto jest z nami tutaj dłuższą chwilę 😉 To, że ostatnio nie mamy na nie czasu… no to już w ogóle wiadomix 😉 Pakowanie dla Was paczek w sklepie jest absorbujące! Mimo to udało nam się wyrwać na Święta na południe, w moje rodzinne strony, czyli właśnie w Góry Świętokrzyskie – postanowiłam więc Wam opowiedzieć gdzie iść, gdzie spać i czy w ogóle warto się tam z psem wybrać. To nie był nasz pierwszy wypad w te rejony ze Śledziami.

Świętokrzyski Park Narodowy jest przyjazny dla psiolubów – psy jednak powinne pozostawać na smyczy.

Kilka słów o historii

Zacznijmy od tego, że Góry Świętokrzyskie to najstarsze (na równi z Sudetami) pasmo górskie w Polsce. Może wydawać się niepozorne, ale jego historia jest fascynująca! W tym rejonie Polski znajdziecie skały ze wszystkich okresów istnienia naszej planety!

Góry Świętokrzyskie powstały jako fałdowanie skał osadowych ok. 540mln lat temu, czyli w kambrze – skały osadowe zgromadzone na dnie morza uległy wypiętrzeniu nad jego powierzchnię. Później spotkały je kolejno: zalanie morzem, kolejne ruchy górotwórcze, ponowne zalanie morzem (i wtedy, co ciekawe, były tu rafy koralowe – w tamtych czasach region ten znajdował się w okolicy… równika!), ponownie ruchy górotwórcze…. i tak jeszcze kilka razy, aż Góry Świętokrzyskie nawiedził lodowiec (dzięki któremu mamy m.in malownicze gołoborza, jedną z wizytówek tej części kraju).

Uproszczona mapa geologiczna Gór Świętokrzyskich (na podstawie: Guterch, 1974 – zmieniona i uzupełniona). Źródło: Kowalczewski Z. i Salwa S., Zarys rozwoju budowy geologicznej Gór Świętokrzyskich [W:] Ludwikowska-Kędzia M. i Wiatrak M. (red.), Znane fakty – nowe interpretacje w geologii i geomorfologii Gór Świętokrzyskich, IG UJK , Kielce 2009

Każde z tych zdarzeń pozostawiło po sobie ślady, które w Górach Świętokrzyskich można obserwować do dziś – i to nie tylko w formie różnorodnych warstw skalnych, ale także jako szczątki różnych organizmów ukryte w skałach wapiennych i np. skamieniałe tropy dinozaurów! Warto więc zajrzeć nie tylko na górskie szlaki (na których się tutaj skupię), ale też np. do Jaskini Raj (niesamowite miejsce!), Rezerwatu Kadzielnia w Kielcach, Klasztor (i muzeum) na Świętym Krzyżu czy Muzeum Minerałów i Skamieniałości w Świętej Katarzynie wraz z Krzemionkami. Do kompletu mnóstwo znajdziecie tu doskonałych miejsc na spacer… i wielką ilość jaskiń.

Gdzie spać?

My – mimo, że Góry Świętokrzyskie to moje rodzinne strony i w dalszym ciągu w ich sercu mieszkają moi dziadkowie – zawsze szukamy noclegu przez Booking. Dlaczego? Bo tak jest naszym zdaniem najbezpieczniej, szczególnie, gdy jedzie się z kilkoma dużymi psami 😉 Szukamy raczej domków, by mieć więcej miejsca. Wybór jest bardzo duży – ostatnio spaliśmy w samej Świętej Katarzynie 🙂 Ceny również przyzwoite – z tego co zauważyliśmy, w tym regionie nie ma trendu dopłacania za obecność zwierząt.

Gdzie iść w góry?

Przede wszystkim trzeba sobie powiedzieć na początku jedną rzecz: szlaki w Górach Świętokrzyskich nie należą do wyczynowych, co nie zmienia faktu, że nie wolno ich lekceważyć (porządne buty i ciuchy to konieczność). Jest to świetna opcja na rozpoczęcie ludzko-psiego łażenia po górach, fajna rozgrzewka, a do tego miejsce – przepiękne i magiczne.

Jeśli macie np. tylko weekend, to my polecamy Wam w szczególności szlak ze Świętej Katarzyny na Łysą Górę przez Łysicę.

Zacząć wędrówkę najlepiej na parkingu przy klasztorze sióstr bernardynek w Świętej Katarzynie. Od niego idziecie w górę kilka minut i napotykacie 2 wejścia do Puszczy Jodłowej – wybieracie to po prawej, prowadzić Was będzie czerwony szlak (żeby było łatwiej, w Górach Świętokrzyskich czerwony szlak jest tylko jeden i to właśnie on; cała długość tego szlaku to ponad 100km, ale w granicach Świętokrzyskiego Parku Narodowego macie tylko 19km)

 

W sezonie letnim przy wejściu pobierane są opłaty (7zł normalny, 3,5zł ulgowy; jeśli zamierzacie ŚPN odwiedzać częściej, to możecie wykupić bilet za 25zł – ważny do końca roku).

Tuż na samym początku szlaku natkniecie się na kapliczkę, a przy niej źródełko św. Franciszka. Związana jest z nim legenda:

W dawnych czasach na szczycie góry stał zamek, w którym mieszkały dwie siostry – młodsza i starsza. Pewnego dnia w zamku schronienia szukał rycerz, któremu bardzo obie księżniczki się spodobały. Postanowił ożenić się ze starszą, jednak ona, zazdrosna i niepewna, postanowiła zrobić wszystko, by wyeliminować konkurencję w postaci młodszej siostry. Namówiła więc rycerza, by zepchnął młodszą księżniczkę w przepaść.
Zamach został udaremniony – w dniu, w którym miał mieć miejsce, młodsza z sióstr wcześnie rano wyszła na spacer do lasu. Nie zniechęciło to jednak jej siostry – przygotowała ona truciznę, którą miała podać księżniczce, gdy ta wróci do zamku.
W międzyczasie rozpętała się straszna burza – piorun uderzył w zamek nie tylko rozbijając go w drobny mak (tak powstało gołoborze), ale również zabijając zawistną siostrę i jej wybranka. Widząc to, młodsza z sióstr gorzko zapłakała nad tragedią, a z jej łez powstało źródełko u stóp Łysicy. Woda z niego ma działanie lecznicze w chorobach oczu.

Za kapliczką zaczyna się ostrzejsze podejście w górę – po uformowanych stopniach (które to swoją drogą są dla mnie – niezależnie od miejsca, gdzie występują – najgorszą masakrą). Docieracie do zakrętu w lewo, a za nim idziecie już po gołoborzu – co kilka kroków są belki utrzymujące to wszystko w kupie, ale można je łatwo omijać i piąć się w górę gładko, po kamieniach. Całe podejście ma ok. 2,5km i jest bardzo przyjemne – przynajmniej ja je bardzo lubię. Na szczyt dotrzecie po ok. 30-40 minutach w zależności od tempa. Rozciąga się z niego piękny widok na gołoborza.

W tym roku, ze względu na dziadków czekających z obiadem światecznym, z Łysicy nie poszliśmy dalej czerwonym szlakiem, tylko wróciliśmy do Świętej Katarzyny, ale całość czerwonego szlaku w obrębie ŚPN “zrobiliśmy” zimą kilka lat temu.

Idąc dalej idziemy na kolejny szczyt – delikatne podejścia i zejścia: to Agata (szczyt 4m tylko niższy od Łysicy) z dalszym ciągiem malowniczego gołoborza. Ok. 3km dalej docieracie do kapliczki św. Mikołaja. Jest to w zasadzie budowla odtworzona kilkanaście lat temu, gdy oryginalna kapliczka, zbudowana w XIX wieku jako schronienie dla pielgrzymów, została spalona przez jakieś mendy.

Tutaj mamy zejście w dół (jakby dało się zejsć w górę 😉 ) – do miejscowości Kakonin. Tu na chwilę wychodzimy z granic ŚPN, ale jeśli ktoś lubi starą architekturę, to można tu obejrzeć zabytkową, wiejską chałupę z XIX wieku. Moją uwagę w tym miejscu jednak znacznie bardziej przykuwa zawsze przepiekny widok na panoramę Łysogór (niestety nie mam zdjęcia, musicie pojechać i zrobić je sami! 😉 ).

Tu niestety zaczyna się asfaltowy fragment wyprawy, który będzie trwał aż do samej Łysej Góry. Na szczęście idzie się przyjemnie, lasem – szczególnie poza sezonem (w sezonie -> turyści, bryczki, kolejka… no słabo 😉 w sezonie lepiej wejść na Łysą Górę od Nowej Słupii). Kawałek szlaku od miejsca, gdzie latem parkuje kolejka i bryczki, a także cała Łysa Góra, to obszar ścisłej ochrony – człowiek nie ingeruje w to, jak zmienia się las, dlatego leży tam mnóstwo powalonych drzew (nie lubię określać ich jako martwych – w końcu martwe są tylko pozornie; tak naprawdę są schronieniem dla drobnych zwierząt i owadów, a także miejscem wzrostu innych gatunków – taki leśny recykling). Na górze arto zboczyć ze szlaku na moment, by wejść na platformy zbudowane, aby móc podziwiać największe gołoborze w ŚPN – robi wrażenie. My bylismy na platformach z psami, nie miały z tym żadnego problemu.

Wchodząc dalej do góry dotrzecie na sam szczyt, na którym mieści się klasztor ojców oblatów. Od XI do XIX wieku był tam opactwo benedyktynów (założone najprawdopodobniej przez Bolesława Chrobrego), które odwiedzali później polscy królowie – Władysław Jagiełło, Zygmunt Stary, Kazimierz Jagiellończyk i Zygmunt August. Nie bez powodu – w opactwie przechowywane były (i są nadal) relikwie krzyża (stąd oczywiście nazwa Święty Krzyż), na którym umarł Jezus, nie trudno więc się dziwić, że był to cel niezwykle licznych pielgrzymek, Później znajdowało się tu bardzo ciężkie więzienie (uważano je za najcięższe w Polsce), zakład poprawczy i niemiecki obóz jeniecki (bardzo ciężki również – zginęło w nim ok. 8tys osób, m.in członkowie rodziny mojego dziadka – na szczycie znajduje się zbiorowa mogiła).

W opactwie znajduje się nie tylko muzeum ŚPN, ale również dostępne do zwiedzania krypty i cześć samego klasztoru. Niestety, nie wejdziecie tam oczywiście z psem, więc trzeba działać na raty 😉

Tak w ogóle w ramach dygresji – sama Łysa Góra była miejscem kultu jeszcze przed benedyktynami… tylko kultu raczej mocno pogańskiego 😉 Myślę, że wszyscy słyszeliście o zlotach czarownic (Śledziowy czasami sugeruje mi, że też mogłabym się wybrać… 😉 ). Zachowały się przekazy mówiące o pielgrzymkach miejscowej ludności na górę w pierwszych dniach maja i kulcie słowiańskich bogów. Na szczycie ostały się także fragmenty wału kultowego! To budowla datowana na IX-X wiek.

Jeśli chcecie kontynuować trasę czerwonym szlakiem, to schodzicie drogą do Trzcianki – bardzo przyjemne, łagodne zejście, prowadzące przez puszczę jodłową. Ja jednak wolę zejście do Nowej Słupii szlakiem niebieskim. Również nie jest ono trudne, również prowadzi przez puszczę jodłową, ale wydaje mi się ciekawsze. Mniej więcej w połowie drogi mijacie Buk Jagiełły – to o-gro-mne drzewo, mające wg podań być miejscem, w którym odpoczywał sam król Władysław Jagiełło w drodze do sanktuarium… jest to niestety jednak niemożliwe. Drzewo datowane jest na ok. 400 lat (co i tak jest wynikiem imponującym, no ale wyklucza postój tego akurat króla pod nim). Nie zdziwcie się – dojście do samego buka jest odgrodzone – drzewo chyli się na bok.

Na prawie samym końcu szlaku (albo początku, jeśli wybierzecie wejście na Łysą Górę od tej strony) spotkacie Emeryka. To gość… zamieniony w kamień. Pielgrzym Świętokrzyski.

Dawno temu żył niezwykle waleczny i mężny rycerz Emeryk. Wsławił się odwagą i sprawnością w wielu bojach… niestety, wsławił się również pychą.
Po latach życia rycerskiego postanowił się wyciszyć i ślubował, że odwiedzi wszystkie święte miejsca, o których kiedykolwiek słyszał. Jak powiedział, tak zrobił. Zakończyć realizowanie swojej przysięgi postanowił na Świętym Krzyżu właśnie.
Oczywiście jednak to, że przez lata pielgrzymował, nie zmniejszyło jego pychy – wręcz przeciwnie. Gdy dotarł do Nowej Słupii opowiadał wszystkim napotkanym ludziom o swoich ślubach i tym, jak blisko jest ich zrealizowania… przechwalał się również, że jest najpobożniejszym człowiekiem na świecie, co postanowił udowodnić wchodząc na Święty Krzyż na kolanach.
Na początku jego podejścia, gdy już zaczynało robić się stromo, rozbrzmiały dzwony na wieży klasztoru. Ludzie, którzy wchodzili na górę razem z Emerykiem zdziwili się – to nie była zwyczajowa pora, gdy ten dźwięk się rozlegał. Zarozumiały rycerz miał jednak doskonałe wytłumaczenie – chełpił się, że to na jego cześć i powitanie.
W momencie gdy to powiedział jednak zamienił się w kamień, który teraz możemy oglądać. Nie jest on jednak nieruchomą figurą – co roku porusza się o jedno ziarenko piasku w kierunku szczytu. Gdy dotrze do samego klasztoru jego grzechy zostaną odpuszczone i nastąpi koniec świata.

Góry Świętokrzyskie – czy warto?

Po stokroć tak. Mam do nich na pewno wielki sentyment (jako dzieciak spędzałam tam każde wakacje, na legendach świętokrzyskich się wychowałam), ale myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie… a psiarze to już na pewno. Bardzo przyjazny, piękny i ciekawy region Polski, a do tego świetne miejsce do rozpoczęcia górskich wędrówek (niezależnie od tego, czy sami jesteście debiutantami, czy tylko Wasz pies). Niezbyt trudne podejścia, łagodne szlaki, duże połacie lasu – nie zawiedziecie się!

Komentarze