Dzisiaj na próbę nowy typ posta (tak jakoś poświątecznie 😉 ) – dzielimy się z Wami tym, jak wygląda codzienność u Śledzi 🙂 Opowiemy o 5 zwyczajach, bez których byłoby ciężko – albo nam, albo Śledziom 🙂

Gdzie śpią grzeczne pieski?

Pierwszy zwyczaj dotyczy głownie Rybsona… ale o dziwo nie tylko!
Wieczorem zazwyczaj ze Śledziowym coś sobie oglądamy fajnego – na kanapie w salonie. Ja jestem tzw “odchodkiem” (wyobrażacie sobie? Śledziowemu się jakiś czas temu wyrwało – odchodek to taki ktoś kto odchodzi….. 😉 ) i idę spać sporo wcześniej niż Śledziowy, a Śledzi idą ze mną. Brombi, Eevee i Mieszko śpią sobie gdzie chcą, ale Ryba śpi w klatce. Gdy idę na górę zawsze zadaję Rybsonowi sakramentalne pytanie “Gdzie śpią grzeczne pieski?” a Rybsu na tą wysublimowaną komendę leci na złamanie karku i ląduje w klatce.
Co ciekawe, razem z nią lecą pozostałe Śledzie. Dlaczego?
Bo Rybsi dostaje za wskoczenie do klateczki nagrodę… a żeby im nie było smutno to i na nich czeka wygrzebywanie chrupków z zakamarków 😉

Karmienie

To akurat zwyczaj bardzo ważny i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie bez niego codziennego funkcjonowania. Przejmują ten zwyczaj wszystkie pieski, które do nas wpadają na przechowanie, więc jeśli zostawisz u nas swojego psa to nie zdziw się po powrocie 😉
W naszym domu zasada jest taka, że gdy nasypujemy karmę do misek, to Śledzie grzecznie czekają. “Grzecznie” oznacza w tym wypadku, że nie jęczą, nie szczekają, nie wydają z siebie odgłosów, nie dziubią nas w tyłek, nie niecierpliwią się. Preferowana opcja to tyłek na ziemi, ale nie jest bezwzględnie stosowana. Gdy karma znajdzie sie w miskach, dostają jeść po kolei – najpierw Brombi, potem Mieszko i  Eevee, a na koniec Ryba (kolejność jest związana wyłącznie z tym, jak są rozmieszczone przy miskach 😉 ). Potem jest jedzenie (nie wolno jeść z cudzej miski), a po jedzeniu – podwórko i siku (spacer oczywiście dopiero po odczekaniu co najmniej 2h, żeby zmniejszyć ryzyko skrętu żołądka).

Rano nie gadamy ze Śledziową

To z kolei zwyczaj, który stworzyły same Śledzie i zapewnia im on jakąś godzinę z hakiem snu dłużej 😉
W tygodniu ja zawsze wstaję pierwsza – różnie, ale zasadniczo między 5.30 a 6 rano. I Śledzie zawsze mnie ignorują. No dobra, jakieś 2 machnięcia ogonem to może i zobaczę, ale nic więcej. Wiedzą doskonale, że nie ma powodu, by się emocjonować jak idę na dół (bo co może być pasjonującego w odgrzewaniu wczorajszej herbaty w mikrofalówce) i że dopiero budzik Śledziowego (7 rano) to znak, że warto unieść powiekę…  a jak już Śledziowy się zacznie ruszać w sypialni to w ogóle wariactwo. No bo wiadomix, dostawca śniadania wstał!

Ostatnia prosta na smyczy

Jeśli ktoś z Was był kiedykolwiek u nas, to wie, że wracając ze spaceru na sam koniec wychodzimy na prostą – jakieś 750m – wiodącą bezpośrednio do nas do domu (i do wsi). I Śledzie tą prostą zawsze przemierzają na smyczy.
Dlaczego? Bo tak jest bezpieczniej. Mimo, że Śledzie zasadniczo dają się odwołać, to różnie bywa – będzie jechał na rowerze sąsiad (a przecież nie wszyscy muszą być fanami naszych psów), może wyskoczyć kot (koty sąsiada bardzo lubią łazić pod naszą bramą – nie wiem, myśli samobójcze jakieś mają? Czy jakiś zakład tam w kocim społeczeństwie powstał i jeden z kotów – bo głównie widuję czarnucha z krawatem – stwierdził “Hold my beer and watch”), może jechać samochód (wędkarz choćby).
Śledzie są już w zasadzie do tego mega przyzwyczajone, więc nie ma żadnych protestów i wydziwiania. Spacer jest luzem, ale ostatnia prosta na smyczy.

Goście? Dopiero jak się uspokoicie

A to z kolei zasada, która powstała u nas, gdy Śledzie z liczby dwóch uległy cudownemu rozmnożeniu 😉 i jest ich więcej. Mamy między kuchnią a wejściem na górę domu bramkę, za którą Śledzie zawsze siedzą, gdy przyjeżdżają do nas goście. Dlaczego? Bo witanie gości dozwolone jest w ściśle określonym schemacie.
Pierwsza rzecz, to informacja dla naszych gości – nie zaczepiajcie psów za bramką, nie patrzcie na nie i do nich nie gadajcie. Nie ukrywam, bywa to trudne do wyegzekwowania 😉 ale jestesmy bezlitośni.
Druga sprawa – Śledzie mają się uspokoić, czyli położyć na ziemi w pozie zrelaksowanej 😉 żadne ściemnianie tu nie przejdzie, doskonale wiemy, kiedy już emocje ze Śledzi zejdą. Dopiero wtedy pojedynczo pozwalamy im się z gośćmi przywitać (powtarzam – pojedynczo!) – po czym idą na chwilę na podwórko i wracają już wszystkie. Wtedy zazwyczaj są już nie takie nakręcone i po prostu siedzą sobie z nami.

 

 

Jeśli miałabym wybrać jedną, najważniejszą zasadę z tych wszystkich, to zdecydowanie byłyby to rytuały związane z karmieniem. Dzięki temu, co wypracowaliśmy nie mamy problemu z jakąś zazdrością, agresją przy miskach wobec siebie nawzajem tudzież z oznakami zniecierpliwienia. Do tego wszystkiego wyszło nam to nadspodziewanie gładko i lekko, wymagało tylko troche konsekwencji, żeby towarzystwo załapało.

A jaki jest najważniejszy zwyczaj w Waszym domu?

 

Komentarze