Nosiłam się z napisaniem tego posta już od dłuższego czasu, ale albo rezygnowałam (bo wydawało mi się, że może nie ma co tematu roztrząsać), albo nie miałam wystarczająco czasu. Jako, że siedzę aktualnie ze złamaną nogą w domu i zderzam się z problemem, o którym chciałabym Wam powiedzieć nadal, to doszłam do wniosku, że nadszedł czas na podzielenie się moimi przemyśleniami w tym temacie. Dzisiaj o prośbach o pomoc/sponsoring i tym, jak wyglądają one ze strony firmy.

Zacznę od tego, że lubimy się dzielić tym co mamy, a jeśli jest to związane ze sponsorowaniem nagród na różnych psich imprezach, to już w ogóle spoko. Większość współprac, które mamy, wychodzi od nas i zdecydowana większość z nich jest owocna dla obu stron.

Na naszej skrzynce (na facebooku głównie, ale na mailu czasem też) średnio 3-4 razy w tygodniu pojawia się prośba o zasponsorowanie zawodów/wystawy/konkursu na facebooku albo wsparcie jakiejś inicjatywy. Fajnie – byłam wiele lat temu odpowiedzialna za fundraising w pewnej organizacji i wiem, że dzięki takim inicjatywom wiele z nich ma szansę przetrwać. Byłoby jednak jeszcze fajniej, gdyby osoby zgłaszające się po taką pomoc/wsparcie/sponsoring zastosowały się do kilku prostych zasad.

Po pierwsze (i kurcze, wydaje mi się to strasznie oczywiste, ale patrząc na wiadomości, które dostajemy, tak wcale nie jest) to co się w takiej prośbie musi znaleźć to szczegóły techniczne. Czyli kiedy jest ta impreza (dokładna data), gdzie jest (to nie zawsze jest dla nas oczywiste, a potrafi robić różnicę) i kto jest organizatorem. No kurczaki pieczone, to taki kompletny must have, dlaczego tak łatwo o tym zapomnieć?

Po drugie (dalej w temacie kwestii technicznych) jeśli mowa o organizowanym np. przez fanpage konkursie na facebooku to na litość boską, ten konkurs musi być zgodny z regulaminem facebooka! Nie wchodzimy ( i sami też takich nie organizujemy) w konkursy, które polegają na losowaniu (bo powiedzmy sobie szczerze, to ma na to pozwolenie od izby celnej, za które trzeba zapłacić? kto ma gwarancje bankową na nagrody?) czy w takie, które bezpośrednio łamią regulamin FB – czyli np. wymuszające lajki strony/sponsorów, udostępnianie itd. Nie chcemy być kojarzeni z nieuczciwością.

Po trzecie: wiadomości kopiuj-wklej. Ludzie kochani, jeśli fundraiser nie jest w stanie wykrzesać z siebie kreatywności i wysiłku, by napisać wiadomość do potencjalnego sponsora, która będzie chociaż w minimalnym stopniu spersonalizowana, to jak my mamy chcieć się w jego inicjatywę zaangażować?

Po czwarte: brak podstawowej wiedzy o sponsorze. No kochani, to już jest osobiście oddany strzał w swoją własną stopę. Przecież to wyjdzie praktycznie natychmiast i świadczy o totalnym olewactwie. Jak to inaczej nazwać, jeśli ktoś pisze do nas o zasponsorowanie nagród i nie ma na to żadnego pomysłu… bo nie poświęcił czasu, by zapoznać się z naszą ofertą? Poznać naszą firmę? Jak mamy chcieć się zaangażować w coś, co jest totalnie niezgodne z naszą filozofią i spojrzeniem na markę i marketing? Naprawdę, jest nas w sieci mnóstwo, mnóstwo o sobie piszemy i mówimy, bardzo łatwo jest nas poznać. Macie dużo większą szansę na trafienie do nas i namówienie nas na wydanie pieniędzy (bo przypominam że sponsorowanie nagród to dla sponsora wydanie konkretnych pieniędzy) jeśli coś o nas wiecei.

Po piąte i zdecydowanie najbardziej problematyczne. Bardzo często dostajemy oferty, z których… nic nie wynika. Tzn oczywiście wynika to, że ktoś coś od nas by chciał… ale jakkolwiek może to brzmieć nieładnie, to jeśli sponsorujemy jakiś event, to chcemy wiedzieć co będziemy z tego mieli. Co mam na myśli? Że warto napisać, co możecie nam zaoferować (konkrety!), pokazać, jak wyglądały wcześniejsze współprace ze sponsorami (jeśli takie były) i ogólnie wyjść z inicjatywą. Pokazać nam, dlaczego powinniśmy wybrać akurat tą inicjatywę, dlaczego to ona będzie dla nas najbardziej korzystna. Ale znowu – dla nas, a to wymaga i wiadomości spersonalizowanej i wiedzy o naszej firmie.

Na koniec bonus, czyli blogerzy proszący o karmę do testów. Od razu zaznaczę, nie widzę w tym nic złego, że to bloger wychodzi z inicjatywą w kierunku firmy. Tylko tak, jeśli już do nas w tym temacie piszecie, to nie dość, że powinniście zastosować się do zasad powyżej, to jeszcze warto byłoby podlinkować swoje miejsca w sieci (wybaczcie, ale nie mamy czasu na szukanie każdego z Was…), pokazać nam, jak wyglądały poprzednie współprace. Byłoby świetnie byście pokazali nam również chociaż screeny statystyk, chociaż nie jest to najwazniejsze. Za to to, co musimy wiedzieć, to do jakiej grupy kierujecie swoje treści – kto Was czyta najprościej rzecz ujmując, bo to dla marki jest bardzo ważne. Pokażcie nam, na ile jest Wasza społeczność zaangażowana, jak działacie i kogo wokół siebie skupiacie. Nie bójcie się i nie krępujcie chwalić tym co robicie – im więcej nam ze swojej twórczości pokażecie, tym większa szansa, że się dogadamy.

 

Uff… chyba tyle. Tak moi drodzy, ja wiem, że o każdą z tych rzeczy tak w zasadzie mogłabym w rozmowie dopytać. Owszem. Tylko po co ja się mam angażować (szczególnie, że dziennie odpowiadamy na dziesiątki różnych wiadomości i odbieramy mniej więcej tyle samo telefonów), skoro potencjalny beneficjent zaangażować się nie ma ochoty…?

Komentarze