fbpx

O tym, że po psie w przestrzeni publicznej należy sprzątać chyba nie muszę nikogo informować. Z moich obserwacji współpsiarzy wynika, że większość z nas jednak po naszych futrzakach sprząta, ma przy sobie woreczki i nie waha się ich użyć. Tylko czy zawsze to jest realne?

Jestem od pewnego czasu w dobrej sytuacji, bo przeprowadziłam się na wieś. Na spacery w większości przypadków chodzimy po okolicznych polach, nad rzeką, w lasku – w każdym razie w miejscach, w których w naturalny sposób po psie się nie sprząta. Szansa, że ktoś będzie miał z tym problem jest jak 1 do 100000000, bo i niby dlaczego miałby mieć, wśród krowich placów, końskich pączków czy sarnich/łosich (łosiowych?)/zajęczych bobków? To zapupie do takiego stopnia, że nie ma na to szans.

Jednak nie dość, ze przez większość lat życia z psami mieszkałam w mieście, to i przecież teraz w mieście bywamy. Jesli którykolwiek z naszych psów załatwi się na trawniku (na chodniku się im nie zdarza 😉 ) zawsze staramy się sprzątać.

Niestety – bywa to problematyczne.

1) Nie mam woreczków!
Przecież wyszłam tylko na moment, a tu klops… w zasadzie nie do końca klops, no ale 😉 Albo jedna kupa już była, woreczek zużyty, a tu kolejna niespodzianka, tzw niedobitki. I co wtedy? Gorączkowe poszukiwania po kieszeniach czegoś, co mogłoby imitować woreczek… bo niestety, na dystrybutor torebek szansy nie ma. No po prostu nie i koniec – nie dość, że takich urządzeń w moim dawnym mieście praktycznie nie ma (można je policzyć na palcach jednej ręki zapewne…), to nawet jeśli sa – to puste. Bo ludzie uważają, że jak za darmo, to można zabrać wszystkie – przecież na kanapki do pracy się przydadzą…

2) Gdzie ten kosz?!
Najgorsza zaraza jak dla mnie: brak koszy. Już nawet nie mówię o tych specjalnie stworzonych na psie odchody – mówię o jakimkolwiek koszu w promieniu kilometrów. Na blokowiskach to jeszcze jakoś funkcjonuje, ale na osiedlach domków jednorodzinnych… porażka.
I tu zawsze mam dylemat: zbierać tego kupsztala, czy nie zbierać? A jeśli zbierać, to co z nim przez dalszą część spaceru zrobić? Do kieszeni schować cokolwiek niepolitycznie, a jak spacerować z jedną ręką ciągle zajętą?
Ja niestety (a może stety) w tych sytuacjach po prostu nie zbieram. Trudno, może jestem syfiara i wredna psiara, ale nie zbieram, jeśli wiem, że w okolicy nie ma kosza na śmieci.

3) Problem numer 3 jest nieco śmieszny i związany ściśle z psimi wystawami. Przy wejściu na teren wystawy bardzo często otrzymujemy w prezencie woreczki by w razie czego po psie sprzątnąć. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że te woreczki są… papierowe. Z serii tych z kartonowym zbieradłem w środku. Mam nieustający problem, by tym psią kupę posprzątać – wybaczcie szczegóły, ale normalna się tacza we wszystkie strony, a biegunka… to już lepiej nie mówić. Przydałaby mi się chyba jakaś instrukcja obsługi w formie wideo 😉

A wy? Sprzątacie po swoich psach, gdy kosza nie widać w okolicy? Jakie macie na to patenty?

Komentarze