fbpx

Jak sobie poradzic z nadmiernie szczekającym psem? Jak oduczyć szczekania?

Zacznijmy od tego, że szczekanie to fizjologia. Pies szczeka, bo to jego sposób porozumiewania się ze światem – z innymi psami i z nami. To informacja – że ktoś stoi pod drzwiami, że mamy się pospieszyć przy podawaniu jedzenia, że pies jest tak podniecony, ze jakoś para musi z niego zejść, w końcu informacja dla intruza – nie podchodź.

Moim osobistym zdaniem zupełne oduczanie szczekania, a już na pewno karanie za szczekanie, jest dla psa krzywdą – to tak jakby nam ktoś uciął część komunikacji – np. komunikację niewerbalną – za każde kiwnięcie głową: pac w łeb. Rozumie się więc samo przez się, że obroże antyszczekowe czy inne odmiany metod awersyjnych (elektryczne choćby, kolczatki) w tym miejscu są naprawdę nie na miejscu 😉

Nad szczekaniem za to warto zapanować – na tyle, by nasi sąsiedzi nie zwariowali (jeśli mieszkamy w bloku) i byśmy i my mogli choćby przyjąć gości.
W naszym domu głównym twórcą problemu szczekania była Zuzia – jej wręcz legendarne darcie dzioba długo było nieopanowane, w zasadzie dopiero jakieś półtora miesiąca temu się za nią wzięliśmy. Efekty były po 2-3 dniach 🙂

Najprostszą metodą opanowania szczekania jest nauczenie 2 nowych komend: „głos” (gdy chcemy by pies szczekał – tak, tak!) i „cisza” (gdy ma zamilknąć). Jak?
Głos – najlepiej początkowo wybierać sytuacje szczekogenne, by o sekundę wyprzedzić naturalne szczekanie delikwenta. Z Zuzią było łatwo – jest bardzo pobudliwa i nakręcona, emocje właśnie w ten sposób z siebie spuszcza. Pies nauczył się, że szczekanie jest fajne, gdy dwunogi mówią, żeby szczekać – bo wtedy dostaje się smaki.
Równolegle – nauka komendy „cisza” – ta to w ogóle jest prosta. Gdy pies szczeka mówimy „cisza” (czy jakiekolwiek inne wybrane przez was słowo) i akcentujemy klikerem ten krótki moment, gdy zamyka dziobka patrząc o co chodzi. Później oczywiście idzie smaczek i odejście od szczekogennej sytuacji, zajecie pieseła czymś innym – żeby do szczekania nie wrócił.
U nas nauczenie się tego zajęło dosłownie kilka dni – ale kilka dni z klikerem przytroczonym do paska szlafroka 😉 Musicie mieć go zawsze pod ręką, żeby zareagować.
Proponuję tak jak z każdą nauką czegoś nowego – zacząć od sytuacji, w których relatywnie łatwo psu zaprzestać szczekania, a unikać momentów, gdy wydajemy komendę i nie ma szans żeby szczekanie ustało (np. bardzo pobudzająca sytuacja) – musi się udawać 😉 Z czasem, gdy komendy się utrwalą, oczywiście używamy ich w każdej sytuacji, ale nie na początku.

Co ze szczekaniem „popędzającym”? Czyli stoję i mieszam w psiej misce, a za mną cała ekipa drze dzioby?
U mnie na szczęscie tak się nie dzieje i nigdy nie działo, ale znam psy, które owszem – tak robią. Moim zdaniem najlepszy sposób na takie zachowania to po prostu zignorowanie (czyli nie gadamy, nie uspokajamy) i zaprzestanie przygotowywania posiłku. Wracamy do tego po chwili, gdy się pies uspokoi.
Metoda jak dla mnie niezawodna, zastosowana przy szczeniorach zdała egzamin, a uspokojenie 12-stki to nie lada wyczyn 😉

Podsumowując: jestem zdania, że trzeba pozwolić psu czasem sobie „pogadać”, ale mieć wyćwiczone komendy kończące darcie paszczy. No i reagować, jeśli szczekaniem zbytnio się nakręca i przekierowywać energię na coś innego.

……………………………………………………………………………………..

Skoro już o Zuzi mowa – zaczynamy wielkie odliczanie do narodzin szczeniorków 🙂
Dziś mamy 57 dzień ciąży, został nam jakiś tydzień do porodu. Maluchy w tym momencie mają ok. 14-15 cm długości, mają już futerka i są praktycznie w pełni rozwinięte, mają już nawet zwapniałe zawiązki zębów 🙂 Doskonale je czuć przez brzuszek – bywają bardzo aktywne, skaczą i kopią jak szalone 🙂

Zuzel zwolnił, na spacerach truchta sobie spokojnie obok mnie, jest non stop głodna i najchętniej nie robiłaby nic innego oprócz przytulania się 🙂 No a jako, że przyszłej mamie się nie odmawia….. 😉

Komentarze