fbpx

Artykuł Zosi zainspirował mnie do podzielenia się naszymi psimi problemami 🙂

Nasze psy są w zasadzie bardzo fajne. Naprawdę, to ogarnięte, kontaktowe, kochane psy… co nie zmienia faktu, ze czasem potrafią pokazać różki i tak jak my – mają swoje słabości… a może to nasze, ludzkie słabości, które wychodza w ich zachowaniu? Pewnie tak 😉

Na pierwszy ogień: Zuzia.

Zacznijmy od tego, że gdy przyjechała do nas dały o sobie znać braki socjalizacyjne. Niestety, hodowcy nie odwalili roboty na 100% i młoda bała się wielu rzeczy – również ludzi, a na pewno głośnych dźwięków, nieznanych sytuacji.
Na szczęście na tym polu poszło nam nieźle, Zuzel został ogarnięty pod względem strachów. Co nieco zostało (głośne, nagłe dźwięki – widać, że by zwiała, ale nad sobą panuje), ale ogólnie jest naprawdę świetnie. Sucz jest totalnie normalna, nie mamy z nią pod tym względem problemów w codziennym życiu.

Pojawił się za to inny problem: Zuzia jest nakrętasem. Energiczna, przez to chaotyczna i momentami niezwrónoważona. Ekscytuje się błyskawicznie, nakręca jeszcze szybciej, często aż drży z podniecenia. Nie ma co ukrywać – przy nauce czegokolwiek czy na wystawach to jest super, bo fajnie się z nią pracuje… ale na codzień – bywa uciażliwa. Szczekanie (opanowane w 80% – znamy komendę „dość”, a jak do tego doszłyśmy? sprawdź!), przy wysiadaniu z samochodu szaleństwo, skakanie, podgryzanie Bohuna (opanowane w 85% – wkrótce opowiem jak 🙂 ).
Tak jak teraz sobie myślę – w zasadzie wszystkie uciążliwości Zuzi rodzą się własnie z tego bycia nakrętasem 🙂 Nie jest z tym łatwo sobie radzić niestety, ale wychodzi nam coraz lepiej.

Przejdźmy do Królewicza, czyli do Bohuna 🙂

Bohun jest zupełnie inny, i w zasadzie nie wiem, jaki charakter wolę… bo z jego flegmatycznego usposobienia również rodzą się problemy.

Zacznijmy od rzeczy, która jest ewidentnie naszą winą i tu przyznaję się bez bicia – nieopanowana komenda „zostaw”. No niestety, spaliliśmy ją, nie poprawilismy, i tak się bujamy… właśnie próbuję się zmotywować, by z nim nad tym popracować, bo szczególnie ostatnio dał mi w kość – 10 minut czekałam, aż królewicz się naje wystarczająco obornika… 😉

Druga sprawa, kłopotliwa, pojawiła się dość dawno, zaostrzyła, ale na szczęście została naprawiona. Otóż Bohunek wielbi swego pana. Niby nie ma nic w tym złego… póki nie jest tak, że cała psia miłość idzie do pana, a mnie ignoruje. Doszliśmy w pewnym momencie do takiego poziomu, ze kompletnie nie słuchał moich komend a do tego – jeśli próbowałam coś wyegzekwować – warczał. Nasza relacja była masakryczna – na szczęście udało mi się to naprawić. Spacery tylko z nim, więcej zabawy, więcej ćwiczeń i Misio teraz i panią znowu lubi, szanuje i adoruje 😉

Na koniec – Brombi 🙂

To jest w zasadzie jak dla mnie pies prawie idealny. Nakrętas, ale nie aż taki jak mama – wystarczająco, by był odpowiedni poziom motywacji, ale nie aż tyle, by była kłopotliwa. Posłuszna, kontaktowa… po prostu świetna.

Tylko straszna zadymiara. Podjudza Bohuna i Zuzkę, nakręca je np. gdy spotykamy kogoś na spacerze; awantura między innymi psami – Brombi zawsze dopinguje. Wszędzie jej pełno.

Poza tym – ideał 🙂

A Wy, jakie macie problemy ze swoimi psami? 🙂

Komentarze