fbpx

No muszę, po prostu muszę. Nie zdzierżę, jesli się z Wami tym nie podzielę.

Pisałam jakis czas temu o dystrybutorach psich karm – ściemniaczach, którzy nie mają pojęcia o tym, co sprzedają ani o tym, jak pies powinien być żywiony. Wydawało mi się, że to wszystko w tym temacie… a dzis zostałam zaskoczona.

 

TŻ pojechał z rana do miasta, ja zostałam z psami. Wzięłam się za sprzątanie, aż tu telefon – od TŻta. Że jakaś babka dzwoniła w sprawie szczeniaków, że miała numer tylko do niego i że jest we wsi obok, chce przyjechać i porozmawiać.
Oboje byliśmy niezbyt zachwyceni tym pomysłem – raz, że moment nie ten (Zuzel może zacząć rodzić w każdej chwili), dwa – w domu rozgardiasz, trzy – jak to tak, bez wcześniejszego umówienia sie?
No ale dobrze, jestem w domu, narzucę na siebie coś innego niż dresy i możemy porozmawiać (choć już mi to wyglądało źle – doświadczenia z poprzedniego miotu…. w zasadzie post o dziwnych potencjalnych nabywcach szczeniąt będzie musiał zostać napisany 😉 ). Wyglądam przez okno – a tam faktycznie pod bramą stoi samochód.

Wyszłam, z samochodu wyszedł jakiś facet i pyta, czy to numer 24. Potwierdziłam, pytam w jakiej sprawie – on nic nie powie, bo on tu dziś tylko towarzyszy, pani Joasia (chyba?) mi zaraz wytłumaczy. Kolejna czerwona lampka w głowie, no ale ok.
Wysiada pani Joasia, słowo przywitania, pytam o co chodzi – a ta do mnie, czy jesteśmy hodowcami. Mówię, że… tak (cóż za zaskoczenie!). A ona na to, czy karmę zamawiamy. W tym momencie mnie oświeciło, spojrzałam na ulotki, które trzymała w rękach… i stala się jasność. Pani w ten jakże ciekawy sposób próbuje zdobyć klientów.
Niestety ze mną jej nie poszło – została wyproszona, nie omieszkałam wyjaśnić, że od tego są telefony i maile, żeby się umówić, i choćby sprzedawała najlepszą karmę, to ja jej od niej nie kupię, bo braku szacunku dla mojego czasu nie zniesę. Do tego wszystkiego jeszcze ściema wciśnięta TŻtowi w kwestii powodu wizyty…. i jak dla mnie to stanowczo za dużo.

A teraz tak się zastanawiam… kurczaki, to już sprzedawanie karmy zaczyna byc rzeczą równoważną do zwykłego akwizytorstwa?

Ciśnienie mi skutecznie podniosła, nic nie zwojowała, a ja jak tylko sobie przypomnę, co to za karma – to na pewno napiszę. Buractwo ją sprzedaje, to niech chociaż potencjalni klienci będą świadomi. Nie cierpię niezapowiedzianych wizyt znajomych, a co dopiero obcych ludzi chcących mi coś sprzedać.

Komentarze