fbpx

Ostatnio było o książce, którą Wam całym sercem odradzam, dzisiaj – zupełnie przeciwny biegun. Nie przesadzę, jeśli powiem Wam, że „Człowiek i pies. O głaskaniu stresie i oksytocynie” to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam na temat udomowienia oraz ludzkich relacji z psami od samego początku naszej wspólnej historii. Na mojej półce stoi w pełni zasłużenie tuż obok „Zrozumieć psa” Johna Bradshawa.

Jeśli mnie znacie, to na pewno wiecie, że dla mnie połączenie wyników badań naukowych oraz miłości do psów jest jedynym słusznym sposobem na ich zrozumienie. Dlatego właśnie uwielbiam książki Bradshawa (i gdybym była na jakimś jego spotkaniu autorskim, to stałabym ile trzeba, by zamienić słowo i zdobyć autograf) i Alexandry Horowitz. I „Człowiek i pies” wpasowuje się w ten nurt gładko i bezproblemowo – samo piśmiennictwo zajmuje w tej niezbyt długiej książce aż 13 stron. Ale nie dajcie się zwieść: to nie jest stereotypowa, nudna, ciągnąca się jak flaki z olejem praca naukowa (chociaż szczerze mówiąc ja, jako osoba pracująca również naukowo na uczelni, wcale nie uważam, że prace naukowe muszą być paskudne 😉 ). Ja połknęłam tą książkę z wypiekami na twarzy. Autorom udało się osiągnąć coś, za co uwielbiam książki Bradshawa – wpleść w twarde, naukowe fakty miłość do psów.

W książce znajdziecie opis relacji człowieka i psa od początku procesu udomowienia. Autorzy zwracają uwagę na fakt, że teorie, które znaliśmy np. z publikacji Coppingera wymagają zaktualizowania. Wygląda na to, że początki naszych relacji z psami (a wtedy – jeszcze wilkami) wcale nie miały miejsca przy śmietnikach ludzkich osad. Raczej związała nas wspólna nisza ekologiczna, współpraca przy polowaniach i niezbędna do tego, obustronnie rozbudowana empatia. Czaicie to? Z koncepcji, w której psowate były niejako poddańczo ustawione (bo w końcu ktoś, kto przychodzi pożywiać się resztkami z naszego stołu taką właśnie pozycję trochę ma) przeskakujemy do koncepcji, w której zaczęliśmy nasze wspólne bycie od partnerstwa. Już nasi przodkowie ponad 30tys lat temu wiedzieli, że to jedyna droga do osiągnięcia sukcesu (a niektórzy dzisiaj, w XXI wieku, nadal o tym nie pamiętają). Nie chcę Wam tu za dużo spoilerować, ale autorzy nie rzucają sobie tego „ot tak” – przedstawiają dowody naukowe usprawiedliwiające takie myślenie o psach.

Przełomowe wręcz dla mnie było stwierdzenie, że nie możemy oddzielić od siebie psa i człowieka. Nie da się mówić o historii gatunku ludzkiego nie nawiązując do największego procesu udomowienia w naszej historii. Nie da się też mówić o naturalnym środowisku psa, gdy jest one pozbawione ludzi – bo dla psów od 30tys lat naturalnym środowiskiem jest właśnie bliskość człowieka. Zarówno my, jak i psy, bardzo zyskaliśmy na tej relacji – nie bylibyśmy teraz w tym punkcie ewolucji i rozwoju mózgu gdyby nie ich towarzystwo.

I autorzy i tu nie pozostają gołosłowni. Dokładnie objaśniają nam, jaki wpływ na biologię mózgu ma relacja z psami… i jak jest bliska. Czy wiecie, że dla naszego mózgu relacja z naszym psem i własnym dzieckiem są bardzo zbliżone pod względem neuroprzekaźników i hormonów, jeśli nie identyczne? No to w tej książce się o tym dowiecie. O bezpośrednim wpływie życia z psem na nasze zdrowie również.

Jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić, to mam wrażenie, że tłumaczenie z niemieckiego na polski nie jest do końca trafne. W pewnych momentach miałam wrażenie, że autorzy chcieli powiedzieć coś nieco innego, niż faktycznie się w książce pojawiło. Niestety nie jestem w stanie tego zweryfikować czytając książkę w oryginale – mój niemiecki jest w zasadzie mniej niż podstawowy (a gdyby książka była po angielsku to tak właśnie bym zrobiła).

W zasadzie nie mogę zrobić nic innego, jak tylko polecić Wam tę książkę. Serio, uważam, że jeśli macie wybrać 1 pozycję wydaną w ciągu ostatnich 3-4 lat, to powinniście zdecydować się właśnie na „Człowiek i pies”. Dzięki niej spojrzycie pod nowym kątem na relację z psami – nawet niekoniecznie na relację, którą macie Wy (bo my np. żyjemy z naszymi psami w duchu partnerstwa), ale przede wszystkim na to, jak długo taka bliska, rodzinna wręcz relacja trwa. To było dla mnie najbardziej przełomowe odkrycie poczynione w trakcie lektury.

Komentarze