fbpx

To jest w zasadzie podstawowe pytanie, które dźwięczy mi w głowie po przeczytaniu „Pies i człowiek”. I niestety w dalszym ciągu nie znalazłam na nie odpowiedzi. Sięgnęłam po nią ze względu na bardzo pozytywną opinię dr Iana Dunbara, która widnieje na odwrocie tej książki.

To byłaby naprawdę świetna książka, gdyby autorka ograniczyła się do jej ostatniego rozdziału, który podaje gotowe recepty na nauczenie psa poszczególnych komend i zachowań. Ten rozdział jest napisany naprawdę dobrze, znajdziecie tam fajny podział ze względu na stopień trudności różnych wariantów komend i logiczne wytłumaczenie procesu ich uczenia. Bardzo mi się to spodobało i wiele początkujących osób mogłoby z niego naprawdę skorzystać.

Niestety, oprócz tego rozdziału jest jeszcze 5 innych, które już absolutnie dla osoby początkującej się nie nadają. Czytając „Człowiek i pies” miałam bez przerwy nieodparte wrażenie, że autorka zupełnie niepotrzebnie zbacza z tematów dotyczących właśnie takich przepisów na nauczenie psa czegoś do kwestii behawioru. Te fragmenty najeżone są błędami – i tak, mam świadomość, że to nie jest super nowa książka. Niemniej – na rynku jest w dalszym ciągu dostępna, dlatego uważam, ze pewne sprawy warto tu podkreślić.

Na samym początku autorka raczy nas stwierdzeniem, że psy uczą się wyłącznie na drodze warunkowania klasycznego i instrumentalnego – nie uczą się za to przez obserwację i naśladownictwo. Dzisiaj wiemy, że jest tu bzdura i to nie tylko w kontekście psów, ale również innych zwierząt stadnych – sporo na ten temat mówiłam na webinarze „Zgodne stado”, nie chcę więc się już powtarzać. Również w pierwszym rozdziale autorka pisze:

Wiele dałabym za to, żeby w końcu spotkać psa, który chce sprawiać swojemu panu przyjemność. Co więcej, chciałabym znaleźć takiego, który w ogóle interesuje się stanami uczuciowymi właściciela (…). I w ogóle ciekawa jestem, jak pies miałby zdobywać wiedzę o stanie umysłu jakiejkolwiek innej istoty.”

Na szczęście dzisiaj już wiemy (i jakieś mam takie nieodparte wrażenie, że w 2005 roku też już ta wiedza nie była nam obca (a z tego roku pochodzi wydanie, które mam przetłumaczone w rękach) – uważam, że obowiązkiem autora jest w takiej sytuacji zawartość książki aktualizować), że psy doskonale i bez większych problemów rozpoznają stany emocjonalne ludzi. Żaden to temat do podśmiechujek czy żarcików, które autorka sobie w tej sprawie urządza – bo takie są po prostu fakty.

Nie chcętu dogłębnie omawiać wszystkich punktów, które w trakcie czytania sobie w książce pozaznaczałam. Mamy tu i nieaktualną wiedzę na temat żywienia (polecenie podawania psom wygotowanych kości tudzież napychania konga resztkami ze stołu), koncepcję, że jeśli mamy 2 psy z tego samego miotu to są one ze sobą tak zżyte, że nie ma już w tej relacji miejsca dla właściciela (a to bzdura, wcale tak być nie musi, co mam zresztą w domu bardzo widoczne na przykładzie Eevee i Mieszka). Autorka rozwodzi się nad bezsensem hodowania ras mających wpisaną w charakter nieufność wobec obcych (czyli w zasadzie całej rzeszy np. ras pasterskich) upierając się, że wynika ona z lęku albo agresji. Twierdzi, że nie da się przesadzić z socjalizacją i im jej więcej, tym lepiej (borze zielony, błagam, tylko nie to… z socjalizacją zdecydowanie można przegiąć!). Uważa, że psy żyjące w sforze są skłonne do konfliktów (i wybaczcie mi, nie mam zielonego pojęcia, skąd wzięła tą teorię). Sugeruje, aby w ramach nauki czystości zamykać szczeniaka w domu w klatce zawsze wtedy, gdy nie poświęcamy mu 100% uwagi. Wreszcie radzi:

Od tej pory nie ma już smakołyków, spacerów, zabaw, pieszczot za darmo.

No wybaczcie, kłóci mi się to z ideą partnerskiej relacji i czytając takie wynurzenia nie mogłam pozbyć się wyrazu obrzydzenia z twarzy.

Rzeczą za to bardzo niebezpieczną i totalnie dla mnie nieakceptowalną jest bagatelizowanie przez autorkę potrzeby znalezienia przyczyny pojawiającego się problemu. Kilkukrotnie w tej książce pojawia się stwierdzenie

(…) ludzie całkiem niepotrzebnie starają sie zgłębić meandry psiej psychiki i dociec, co tak naprawdę skłania je do nieakceptowalnego zachowania. Dociekanie powodów może być interesującym tematem pogawędki przy kawie, ale niezależnie od tego (a jeszcze lepiej – zamiast tego) trzeba podjąć szybkie i proste kroki.

Nie jestem w stanie takiego podejścia zaakceptować. Nie jestem w stanie takiego podejścia nikomu polecić. Uważam, że prawdziwe rozwiązanie problemu możliwe jest tylko wtedy, gdy poznamy jego przyczynę – inaczej stosujemy tylko „leczenie objawowe”. I oczywiście, ono może być – w zależności od sytuacji, czasem na dłuższą, czasem na krótszą metę – skuteczne. Niestety, bardzo często takie podejście okazuje się zawodne po czasie. Jest ono dla mnie za to kwintesencją podejścia niektórych psich treserów (i używam tego określenia nieprzypadkowo, bo uczenie psa czegokolwiek w ten sposób to właśnie tresura) – te osoby w relacjach z psami poruszają się po powierzchni, skupiają się wyłącznie na uczeniu komend i nie dopuszczają do siebie myśli, że to może nie być wystarczające.

Do tego wszystkiego, jeśli mnie dobrze znacie, to wiecie, że uwielbiam czytać. Od dziecka książki wprost połykam (nie raz i nie dwa rodzice mnie gonili za czytanie pod kołdrą z latarką), ale tą książkę czytało mi się po prostu źle. To oczywiście subiektywne wrażenie, ale dla mnie była najzwyczajniej w świecie nudna.

Dlatego właśnie wracam do pytania z początku: komu można polecić tą książkę? No i nadal nie wiem. Początkującemu na 100% nie, bo nie będzie w stanie przefiltrować rzeczy, o których Wam tu wspomniałam, a opierając się na nich i wprowadzając je w życie może zrobić krzywdę sobie, psu i ich relacji. Osobie zaawansowanej? Tak szczerze mówiąc… to też niezbyt. Zwyczajnie nie dowiecie się z tej książki niczego nowego. Ostatni rozdział i fragmenty dające receptę na nauczenie poszczególnych komend są faktycznie fajnie zrobione… ale to nic odkrywczego. Możecie znaleźć te przepisy w innych, krótszych książkach… ale tak naprawdę to jestem przekonana, że Wy je po prostu już dawno znacie.

Jeśli jesteś osobą, która ma już wiedzę na temat psów, ich funkcjonowania, potrzeb, procesu uczenia się – możesz przeczytać tę książkę, na pewno oddzielisz bzdury od fajnej treści. Tylko niestety nie dowiesz się niczego nowego, więc może szkoda czasu?

Komentarze