fbpx

Taaak. Wracamy do tematu starego jak świat, wałkowanego na wszystkie strony… ale jako, że 3 maluszki są jeszcze z nami, to jeździmy – w ramach socjalizacji – w weekendy do miasta. No i chodzimy sobie na spacery – np. do parku.

Wczoraj byliśmy sobie po południu właśnie na takim spacerze ze znajomymi. Maluchy zadowolone, my też, bo pogoda bardzo miła. W końcu doszliśmy do wniosku, że trzeba się zatrzymać na lody (kto nie mieszka w Białymstoku, to niestety nie ma pojęcia jak smakują najlepsze lody na świecie; kto mieszka – pewnie zna lodziarnię Joanna na Plantach 🙂 ). Stanęliśmy sobie z boku, żeby nikomu nie przeszkadzać, a tu nagle mój radar (na spacerach z psami włączony i wyczulony) namierzył tekst tatusia do 2-latka:
– No idź przytul pieska!

Odwracam się, patrzę, a tam faktycznie, idzie do nas 2-latek z wyciągniętymi rączkami. Osłupiałam, ale pytam pana, czy nie sądzi, ze trzeba najpierw spytać czy można. Pan na to, że…. nie, bo niby dlaczego? Osłupiałam jeszcze bardziej.

……………………………………………………………………………..

No powiedzcie mi proszę, skąd się biorą tacy ludzie? No skąd? Skąd pogląd, że pies to dobro wspólne i jeśli się chce, to można z nim wszystko, bez pytania właściciela o zdanie? Jak taki człowiek w ogóle rozumuje (jeśli wcale)?
Nie przychodzi mu do głowy, ze wysyła swoje własne, bardzo małe dziecko, do psów i ludzi, których kompletnie nie zna? A może któreś z nas jest psychopatą i postanowi dziecku nogę podstawic? A może psy agresywne, mimo młodego wieku? A może chore? A może ja mam gruźlicę i zaraz na dziecko nacharkam…?

Szczerze mówiąc pierwszy raz zdarzyła mi się aż taka sytuacja – że człowiek kompletnie nie widział problemu w tym, co robi i to jasno zakomunikował. Zazwyczaj ludzie są trochę zmieszani, ewentualnie obrażeni… ale na pewno nie tak.

……………………………………………………………………………..

Drugie „zjawisko” które wczoraj spotkaliśmy, to dziewczyna – nastolatka. Idziemy sobie alejką w parku, my z koleżanką obok siebie z maluchami, rozmawiamy…. a w pewnym momencie widzę, że owa nastolatka idzie zdecydowanym krokiem prosto na nas. Nie patrzy na mnie ani na koleżankę – cel ma jeden: maluchy. Łudziłam się, że jednak jakąś interakcję z nami nawiąże… ale nie.
Zagrodziłam jej drogę w pewnym momencie sobą i zapytałam, co robi.
Odpowiedzi się nie doczekałam. Tylko zaskoczonego spojrzenia.

Przerażona jestem…. trochę na tej wsi żyję jak w enklawie…

 

Komentarze